Moja dziewczyna ma małego psa shjij tzu. Ten pies ma taki zwyczaj, że po dłuższej podróży samochodem, jak wraca na chatę, wyciąga takiego wielkiego pluszaka, pandę. I za każdym jebanym razem wyciąga tę pandę z szafy i ją bzyka. Dziś pół nocy nie przespałem, bo gówniarz walił pandę aż się zasapał, po czym godzinę stał przegrzany w bezruchu, bo mu się maszyna nie chciała schować. Na koniec jeszcze próbował wskoczyć na łóżko, aby do mnie się poprzytulać, ale go wyjebałem.
Od małego mam do czynienia ze zwierzętami, ale takiego czegoś, to nawet w oborze u dziadków nie widziałem. Wykastrowałbym gnoja, ale może jeszcze jakąś loszkę zapłodni, to będą małe, które chodzą za gruby hajs.



