No i Argentyna jedzie do domu. Niestety swoja cegielke dolozyl do tego moj ulubieniec Correa, ktory byl strasznie nieskuteczny, a do tego spudlowal karnego. Calleri tez mial co najmniej dwie setki... Piekielnie zawiodl tez Lo Celso, na ktorego mocno liczylem, a takze Pavon, choc w troche mniejszym stopniu. W defensywie momentami parodia, ze szkoda gadac. Ogolnie malo konkretna ekipa.
Zlego slowa nie powiem za to o mlodziutkim Ascacibarze. Filigranowy, dobrze wyszkolony i walczacy az milo.



