Spoiler:
Najbardziej razi niekonsekwentne poprowadzenie głównej roli dziennikarki Niny (Beata Fido). Reporterka odkrywająca stopniowo prawdę o katastrofie smoleńskiej bez żadnej psychologicznej logiki miota się między emocjonalnym zaangażowaniem w tragedię a bezmyślnym publikowaniem kolejnych "wrzutek". I nie jest to wina aktorki, lecz raczej twórców filmu, którzy uczynili z jej postaci tylko i wyłącznie motor napędowy całej historii.
W „Smoleńsku” szwankuje też dramaturgia. Tempo filmu jest nierówne, a w połowie - głównie w wyniku klejenia fabuły faktografią i nieraz zbyt drętwymi dialogami - wkrada się kilkuminutowy galimatias. Parę fragmentów z powodzeniem można byłoby wyciąć (okrzyk „Ruskie zabiły Kaczora”, scena łóżkowa, wymienianie ofiar „seryjnego samobójcy”) lub nakręcić jeszcze raz (intro z Jakiem, scena protestu przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu).
W „Smoleńsku” szwankuje też dramaturgia. Tempo filmu jest nierówne, a w połowie - głównie w wyniku klejenia fabuły faktografią i nieraz zbyt drętwymi dialogami - wkrada się kilkuminutowy galimatias. Parę fragmentów z powodzeniem można byłoby wyciąć (okrzyk „Ruskie zabiły Kaczora”, scena łóżkowa, wymienianie ofiar „seryjnego samobójcy”) lub nakręcić jeszcze raz (intro z Jakiem, scena protestu przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu).



