W każdym razie, cała droga od przebudzenia się w Kazachstanie do Astany to stepy i kompletne pustki. Sama stolica, Astana, jest stolicą od 1998 i zwiększyła populację trzykrotnie od tego czasu. Jest to miasto planowane, zbudowane za ogromne pieniądze z ropy. Od centrum bije sztuczność. Bardzo mi się nie podobało, brakuje tam duszy i czegoś autentycznego. Wielu ludzi mówi, że to taki mały, biedniejszy Dubaj - i choć w Dubaju nie byłem, to wygląda na to, że mają rację. Do Kazachstanu wrocę, ale prosto do Ałmaty.
W Astanie na szczęscie jednak miałem do spędzenia jeden dzień od 11 i następny z jednym noclegiem w hotelu. Po następnym dniu o 22 pojechałem na lotnisko skąd o 4 rano poleciałem białoruskimi liniami lotniczymi Belavia do Mińska.
Pierwszy widok pod Astaną:

Od razu widać, że kasy jest więcej, niż na Syberii - odpicowany dworzec, nowoczesne autobusy.

Dalej spotykamy szerokie bulwary. Taki klimat Azji Centralnej jest tu bardzo odczuwalny.

Powoli zaczyna się ta nowocześniejsza strona Astany.

Przekraczanie rzeki na dojście do centrum kazachskiego Dubaju

Widok w stronę centrum

Pałac Prezydencki

Wieża Bajterek

Ufo w Astanie

Widok w kierunku wieży Bajterek w drugą stronę

Odpicowany blichtr dla turystów

Kazachstan jest krajem muzułmańskim, ale jest to taki sowiecki islam - większość to muzułmanie z tradycji, jakoś tam, ramadan świętujemy pijąc wino itp. W ogóle tego islamu się na ulicach nie widzi, tylko czasem się trafi meczet.

Specjalnie pojechałem kawałek pod miasto, żeby zobacyzć stadion. Jednak jest on zamknięty, nie da się w ogóle go zwiedzać ani nawet sklepik klubowy jest otwarty jedynie w dni meczowe. Szkoda.

W drugi dzień pobytu trafiłem też na klimaty, które lubie bardziej - boczne, stare uliczki w stylu sowieckim, targi... Tam czułem się od razu o wiele lepiej, niż w części Dubaju

Ostatnia część tej relacji to bedzie Mińsk, w którym spędziłem zaledwie kilka godzin, ale trochę zdjęć z niego jest.



