Bieganie piekna sprawa, zacząłem mocno na koniec lutego i oczywiscie masa błędów. Po krótkiej wprawie biegalem codziennie, po 5km. Po ok 2tyg zatakowalem trochę więcej niż 5, potem 7, a w końcu 10 km. Potem doszły 1 dniowe przerwy i chwile przez Wielkanocą znowu atak na 10 km. Fajnie, miło, w miedzyczasie doszedł regularny Orlik. Zabieram się za pierwszy bieg po świętach i houy. 4 km i koniec. Piszczele wyją, ledwo wracam do domu. Kilka dni przerwy i to samo, niecałe 4 km i to rwane. Załamka i wkurw, ale też olśnienie-poszukam info w necie. Oczywiście zaraz wyskoczyło kilka wynikow o shin splints i czytając śmiałem się z siebie. Zajechalem sobie piszczele, nawet w tej chwili mnie lekko bolą bo godzinę temu wróciłem z piłki.
Bieganie po chodniku, słabe obuwie, za duża masa (94kg na 183cm) i rzucanie się na długie dystanse to nie jest dobra kombinacja.



