Ścierają się tu dwa zupełnie odmienne światopoglądy - osób, które piłkę nożną traktują jak rozrywkę w formie produktu, i osòb, dla których mecze piłki nożnej stanowią sposobności do a) spotykania się b) podróżowania c) promocji swojego regionu, dalej kraju, podczas wyjazdów d) rozpierdalania wszystkiego, co stanie na ich drodze. O ile ten ciąg ma tę kolejność, jest jeszcze wszystko w porządku. Niestety d) często wysuwa się na prowadzenie i wtedy pojawiają się medialne doniesienia o złym obliczu polskiego kibicostwa, oburzenie etc. Biorąc pod uwagę odchylenia od wszystkich norm, wyjątki od reguł itp to ruch kibicowski dla znacznego odsetka jego uczestników jest podstawową formą socjalizacji. Z ziomkami można się napić, wokół meczów orbitują dyskusje itp. Problem znów pojawia się w miejscu, w którym trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie - po co tym miejsce dla agresji? Dlaczego przejście ulicami Madrytu nie może być dla tamtejszych zajebistym widowiskiem, tylko od razu w ruch idą piąchy? Trzeba pokazać, kto ma większą pałę?
Moje prywatne doświadczenie z tego sezonu: sam chodzę na Śląsk, regularnie, ultrasem się nie czuję. Zgadałem się kiedyś o tym ze znajomymi, zaproponowałem wyjście, dla nich to zupełnie nowe doświadczenie. No i jakiež było przerażenie w oczach, strach, że przecież kibole mordują, gwałcą, zjadą małe chomiki. I o tę opinię chodzi, opinię dyscypliny. Którą uzurpujecie sobie bezpodstawnie.



