Ja, kilka lat temu wracałem ze Stalowej Woli, w Tarnowie policja zaczęła ostro prowokować i z cwaniackich popychanek, rozpętała się gruba awantura na dworcu. Policja nieźle się zdziwiła, bo została pogoniona.Bienias pisze:Za starych czasów wracałem z Legii i jak zwykle autobusy były napchane ludźmi. Akurat przechodziłem obok takiego, który został zatrzymany przez policję. Szedłem sobie normalnie z szalikiem, nic nie krzycząc, nie prowokując. Normalnie wracałem do domu. Wtedy i jak na razie jedyny raz w życiu dostałem pałką po plecach. Tak więc wyłącz komputer, a włącz życie.Dostał pałą bo pewnie darł jakieś rynsztokowe hasła. Może nawet poczytał i krzyczał "puta policia".
Lać to to barachło.
W Krakowie - Mydlnikach już wesoło nie było. Powitania chlebem i solą nie mieliśmy. Wjechała antyterrorka. Wszyscy po każdym wagonie w środku nocy, klęczeliśmy na kolanach, każdy z osobna obity pałą, głowy porozbijane, wszystkie portfele okradzione a w trakcie trzepania i kamerowania każdego, wagon był opryskany gazem pieprzowym.
Jak każdy wsiadł do pociągu, po leżeniu kilku godzin na ziemi, musieliśmy leżeć w wagonie jeden obok drugiego. Telefony wszyscy mieliśmy wyłączone, komu zagrał dzwonek lub SMS, za darmo areszt na 3 miesiące (niewiarygodne, ale tak było). W trakcie powrotu, wszystkie szyby zamknięte i ogrzewanie włączone na maksa. W tych oparach gazu, które się unosiło z ciepła, sporo osób wymiotowało, jeden obok drugiego.
Wiecie co jest w tym najlepsze? Nikt nam nie uwierzył. Nim wróciłem do domu około 6:00, TVN24 na cały kraj kłapał dziobem o kibolach, bandytach i gratulowali policji, złapania chuliganów. Złotousty Mariusz Sokołowski nie miał bladego pojęcia co i jak, z rana w studiu opowiadał ze szczegółami o interwencji.
Sporo innych atrakcji ze służbami prawa miał prawie każdy, kto trochę pojeździł po Polsce.



