Wlasnie o tym napisalem pozniej:Niggaz pisze:I tu właśnie się mylisz ale to i tak nie ma znaczenia. Robinho wypowiadał się niejednokrotnie, że marzy o grze w Barcy ble ble ble ale wtedy jeszcze mówił, że nie opuszcza Santosu póki co. Szybko jednak poczuł hajs i zakochał się na zawołanie w Realu
Krzysztof Jarzyna pisze:abstrahujac od slow Robinho o wymarzonym Realu, ulubionym klubie itd. i biorac po uwage, ze mialy one wiecej wspolnego z dobrym wrazeniem, tudziez marketingiem,
Ale to jest przeciez element pilkarskiego folkloru. skoro u nas przyjezdza taki pilkarzyk z Balkanow i mowi, ze tak kocha klub, ze swojej corce da na imie Legia, a pozniej okazuje sie, ze juz wczesniej wiedzial, ze bedzie mial syna, to czego wymagac od ludzi za ktorymi ida wielkie pieniadze.Niggaz pisze:ale po co udawać głupszego niż norma przewiduje i najpierw pier...* farmazony a później zmieniać zdanie.
sam przyznaj co by sie dzialo, jakby sie "upieral" przy milosci do jednego klubu a poszedlby do jego rywala, jakie mialby tam przyjecie. pilkarz jest jak dziwka - pojdzie tam gdzie mu wiecej dadza. i taka jest prawda, a wszystkie farmazony o milosci to trzeba traktowac z przymruzeniem oka.
Ty naprawde uwazasz, ze Robinho moglby pojsc do sredniego klubu holenderskieczo czy francuskiego? w momencie kiedy ustawialy sie po niego w kolejce najwieksze kluby swiata? jakos nie wydaje mi sie.Niggaz pisze:dla jego samego lepiej było by pozostać jeszcze w Santosie albo przejść za mniejsze pieniądze, pod mniejszą presją, z mniejszymi oczekiwaniami do jakiegoś średniego klubu z Holandii albo Francji.



