Brighton & Hove Albion - Newcastle United 1:2
W meczu na szczycie Championship podopieczni Rafy Beniteza odnieśli arcyważne zwycięstwo, do tego w dość dramatycznych okolicznościach. Początek meczu należał do Brighton, które w pierwszym kwadransie dominowało. W 7 min. sprzed pola karnego uderzał Bruno, ze strzałem poradził sobie jednak Darlow. W 12 min. po nietypowo i sprytnie rozegranym przez gospodarzy rzucie wolnym w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości znalazł się Sam Baldock, ale ponownie górą był Darlow. Chwilę później sędzia podjął kuriozalną decyzję, dyktując rzut karny za przepychanki w polu karnym przy rzucie rożnym - obaj gracze szarpali się nawzajem, jedenastka raczej niesłuszna. Na gola zamienił ją pewnym strzałem Glenn Murray. Od tego momentu Sroki przejęły inicjatywę i atakowały. Aktywny na prawym skrzydle był Christian Atsu, reprezentant Ghany przeprowadził w 1. połowie kilka świetnych akcji. Swoich szans nie wykorzystali Ritchie (fatalny kiks w okolicach 11. metra, nie trafił w piłkę) oraz Gouffran (obroniony strzał sprzed pola karnego). Goście najmocniej przycisnęli w końcówce - w doliczonym czasie gry Stockdale dwukrotnie uratował swój zespół przed utratą gola. 2. połowa była bardziej wyrównania, na jej początku prowadzenie gospodarzy podwyższyć mógł Knockaert, ale bramkarz gości był na posterunku. W 56 min. doszło do kuriozalnej sytuacji - nieatakowany Stockdale podał piłkę do... Gouffrana, ten był jednak zaskoczony prezentem, mając przed sobą tylko bramkarza i mnóstwo czasu bezmyślnie uderzył prosto w golkipera gospodarzy. Wyrównanie przyszło w równie kuriozalny sposób - dobre dziś grający Atsu w dobrej sytuacji nieczysto trafił w piłkę, ta odbiła się przypadkowo od Mohameda Diame i mimo wysiłków obrońców wylądowała w siatce. Atsu asystował także przy zwycięskim golu, wykładając piłkę Ayoze Perezowi, który zapewnił Srokom trzy punkty.



