Będę w szoku, jeżeli potencjalne odejście Wengera nastąpi w nerwowej atmosferze, w dobie jakiegoś ogólnego sprzeciwu i buntu kibiców. To tylko jeden sezon, który wobec ponad dwudziestu lat pracy Francuza nie powinien mieć takiej wagi, w sensie nie powinien zadecydować o tym, w jakim nastroju zostanie pożegnany Wenger. Spójrzmy na zeszły sezon na Stamford Bridge. Było jak było, ale generalnie kibice stali murem za Mourinho i do dzisiaj nie znam żadnego sympatyka The Blues, który powiedziałby o nim złe słowo (w takim ogólnym spojrzeniu na Portugalczyka, ponieważ kwestionowania jego danych decyzji nie brakuje, jak nieumyślne decyzje personalne, akcja z Evą itd.). Pożegnanie Mourinho było smutne, ale na pewno nie towarzyszyły temu jakieś masowe kibicowskie sprzeciwy. Po tylu latach pracy Wengera nie wyobrażam sobie, aby teraz na koniec mieć do niego jakieś pretensje. Możliwe, że pewna formuła się wyczerpała, możliwe, że niektórzy piłkarze mają z nim nie po drodze, ale to są czynniki związane ze stricte bieżącym sezonem, a pożegnanie Wengera dotyczy przede wszystkim poprzednich kilkunastu lat, w których prowadził ekonomiczną politykę transferową, wypromował wielu zawodników, gwarantował miejsce w TOP4, osiągnął wybitny rezultat w sezonie 2003/2004, był w finale Lidze Mistrzów.... To się liczy.



