Nie, ponieważ nie możesz żądać rezygnacji z jednych celów, tylko dlatego, że uważasz że ten Twój punkt widzenia wszyscy mają przyjąć za jedyny, a tak stawiasz sprawę.
To nie jest tak, że za cenę walki z terroryzmem, mamy jako Zachód poświęcić wszystko inne. Zdecydowanie tak nie jest. I nie ma powodu by taką ceną było przełknięcie sprawy Krymu, czy złamania zasad przez Assada.
Możesz mieć dane zdanie, ale nie możesz stawiać sprawy tak, że jak ktoś nie ma takiego jak Ty, to znaczy że tak naprawdę nie chce walki z terroryzmem.
Było, oczywiście że było. Raz, że to byli dyktatorzy (moralnie), a dwa że nie byli po naszej stronie w geopolitycznej rozgrywce (realnie).
Tylko, że Zachód się do tego zabrał jak pies do jeża.
Pisałem o wcześniejszych czasach, niż przeddzień interwencji w Syrii. Np. o czasach, kiedy Turcja była skłócona z Rosją. Przecież był okres, kiedy Rosja publikowała zdjęcia mające przedstawiać handle ropą między Daesz, a Turcją, a na to Kurdowie mówili, "nie, nie, to z nami handlowali". Przecież dziś to nie do pomyślenia.
Był okres kiedy "jakoś" można było się dogadać, bo Turcja nie miała innych opcji, a Zachód miał karty w ręku. Władza i zwycięzcy przyciągają. Zawsze. I gdyby Zachód był zdecydowany, a Francja była, to tego problemu w obecnej formie by nie było. To wina Obamy, że jest jak jest.
Nie było ku temu powodów. Dbali o to, by nie być uznawanymi za organizację terrorystyczną.
No i co z tego? Kompletnie nic. Walka u boku oskarżanych o terroryzm nie jest przewiną, jesli samemu nie dokonywali zamachów ani ich nie pochwalali. Nie jest, bo nie być nie może, kiedy masz kilka stron i czasowe sojusze lub większego wspólnego wroga, a nie masz takich sił jak Zachód. USA może sobie powiedzieć "Assad - nie jesteś naszym partnerem, nieważne co będzie się działo", ale FSA takiego luksusu nie ma.
Błędnie. Assad jest sojusznikiem Rosji i Iranu, a więc w ogólnej rozgrywce naszym wrogiem w regionie. Ty patrzysz tylko na Daesz, co jest zbyt krótkowzroczne.
Była zainteresowana, ale nie kosztem utrzymania u władzy Assada. Dla USA najlepszy scenariusz, to wycięcie się ich wzajemnie i osłabianie obu stron.Cement pisze: Stawianie znaku równości między świeckim dyktatorem który zbudował jedno z najbardziej tolerancyjnych państw na Bliskim Wschodzie a wahabickimi zbrodniarzami z ISIS jest samo w sobie absurdalne, ale w ogłupiających swoich odbiorców zachodnich mediach to przechodzi. A zbombardowanie przez amerykańskie lotnictwo bohaterskich obrońców Deir ez-Zor którzy od prawie trzech lat odpierają ataki ISIS w odizolowanej enklawie było wręcz cyniczne - jasny sygnał ze strony USA, że tam, gdzie działania ISIS są w naszym interesie, będziemy je tolerować, a nawet wspierać. Administracja Obamy nigdy nie była zainteresowania zlikwidowaniem Państwa Islamskiego.
Po raz kolejny oceniasz to tak, jakby wszystko należało poświęcić do walki z Daesz, które w porównaniu do geopolitycznych problemów jest łatwe do rozwiązania, tylko kosztowne. Tzn. to zależy tylko od zdecydowania.
Strategia Zachodu była IMO jasna: Daesz będzie szło na zachód i południe, a od wschodu i północy zza ich tyłów będą szli Kurdowie. A kiedy Daesz już wygra z Assadem, to wtedy się rozbije i odda władzę komu będzie wygodnie dla Zachodu. Taki był plan, ale wtrąciła się Rosja i Zachód przejechał się na swoim braku zdecydowania.
Dla faktów, poglądów, rekrutacji i sporów powód nie ma znaczenia. Z mojego punktu widzenia i islam i chrześcijaństwo wielbią masowego mordercę, który powinien być potępiony. Jednak kwestie geopolityczne nie powinny po raz n-ty przechodzić w religijne.
Ostatnie dwa akapity wychodzą z błędnych założeń, na które odpowiadam tutaj i podtrzymuję: skrajne poglądy to fala na której płyną ludzie żądni władzy, którzy używają tych samych metod żeby zyskać poparcie. Ni cholery nie uwierzę, ze generałowie Husajna to fanatycy religijni, mimo że to na ich pracy wypłynęło militarnie Daesz.



