Książki - recenzje

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

Książki - recenzje

Post autor: blackmore » 06 kwie 2017, 20:18

"Szatańskie tango" László Krasznahorkaiego. Kilka lat temu oglądałem film, dzisiaj skończyłem czytać książkę. Adaptacja oddała świat, jaki za pomocą pisma stworzył węgierski literat. To brudny, surowy obraz, który podczas lektury wyostrzał moje zmysły. Na własnej skórze czułem śliski dotyk tych ludzi, ich naganny zapach, to wypranie z uczuć i zobojętnienie względem podstawowych życiowych wartości. Być może w głębi duszy to ludzie o miękkich sercach, wrażliwi, ale ich codzienne porażki sprawiły, że stali się egoistami i nie potrafią uszanować nawet własnego ciała. Irimiás? Myślę, że Mihály Víg okazał się trafionym wyborem i na ekranie wygląda tak, jak za pomocą wyobraźni stworzył go Krasznahorkai. Lista tego, co symbolizuje ta postać, jest nieskończona... Wybawiciel, figura Chrystusa, uosobienie ludzkich pragnień do posmakowania szczęścia, szansa na wyzwolenie... Po lekturze widzę również, że Béla Tarr wraz z Krasznahorkaiem dopisali kilka wątków do scenariusza filmowego, a właściwie danych scen. W literackim pierwowzorze brakuje choćby sytuacji, gdy mieszkańcy wioski z obruszeniem oddają pieniądze Irimiásowi, po czym ten wygłasza swoją kolejną mowę i zawstydza ich tak, że po chwili pokornie ponownie ofiarowują mu swój kapitał...To trudna książka. Zbudowana ze zdań wielokrotnie złożonych, że momentami można zgubić podmiot. Trudna, bo bezkompromisowa. Ludzie są źli, to czytelnik obcuje ze złem. Ludzie są fałszywi, to czytelnik doświadcza kłamstwa. Częścią życia jest śmierć, której także nie brakuje w "Szatańskim tangu". A samo tytułowe tango? Tak jak w filmie... Wymowne. Węgierski chocholi taniec? Czemu nie...

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”