Czego obecnie słuchacie ?

blackmore
Kapitan
Kapitan
Posty: 3853
Rejestracja: 28 wrz 2013, 21:11
Reputacja: 163

Czego obecnie słuchacie ?

Post autor: blackmore » 10 kwie 2017, 2:41

Za mną Marillion Weekend... Cóż za trzy dni wspaniałej muzyki i wielkiego show! Za każdym razem stawałem pod klubem już ok. 12:00 i opłacało się, wszak zawsze dostawałem się pod same barierki, w dodatku frontalnie do mikrofonu Hogartha. Oczywiście, mógłbym trochę ponarzekać na dobór niektórych utworów, albowiem nie wszystkie mi odpowiadały, ale... Wolę się skupić na tym, co mnie zachwyciło, a trochę tego było... Na pamiątkę mam nie tylko bilet i opaskę, ale również setlistę z drugiego dnia! Super sprawa, udało mi się ją chwycić, gdy ochroniarz podawał w wyciągnięte ręce tłumu. Na pewno zapamiętam moment, gdy na kilka sekund Hogarth spojrzał w moje oczy... Ciary. Na pewno zapamiętam dzisiejszy uśmiech w moją stronę Rothery'ego... Dotychczas byłem na koncertach Marillion we Wrocławiu w 2012 roku oraz Słupsku w 2016, ale ten łódzki tryptyk dostarczył mi najwięcej wrażeń, co jest chyba oczywiste. Na pewno zapamiętam publiczność, która ani na moment nie spuściła z tonu i nieustannie angażowała się w grę razem z muzykami. Co ważne, wiedziała, kiedy wstrzymać okrzyki/klaskanie i nie zakłócała ważnych instrumentalnych partii... Całe szczęście.

Z pierwszego dnia najmilej wspominam zagranie mrocznego "A Voice from the Past", dramatycznego "The Great Escape" oraz mojego ulubionego kawałka z przedostatniego albumu, "Gaza".

Drugi dzień to fajna mieszanka, albowiem najpierw otrzymaliśmy garść kawałków z epoki Fisha (głównie z "Clutching at Straws"), a następnie w całości został zagrany "FEAR", który poza "The New Kings", ponieważ jego albumowa wersja jest mistrzowska, chyba wypadł zdecydowanie lepiej "live" niż w studio. Myślę, że zarówno wokalnie, jak również instrumentalnie, mój odbiór okazał się lepszy.

A co dzisiaj? Z "marillion.com" lubię tylko zamykający koncept "House", zatem czekałem na ten utwór i spełnił moje oczekiwania. Było klimatycznie, relaksacyjnie... A później prawdziwa bomba bisów. Wybrzmiał jeden z moich ulubionych kawałów, czyli "Berlin", był zajebisty instrumentalnie "King", w którego finale panowie dali z siebie absolutnie wszystko... Hogarth klęczący z gitarą i agresywnie szarpiący struny, Kelly z polotem śmigający po klawiszach, Mosley uderzający po kolei o każdy z bębnów i talerzy... "This Strange Engine"? Och, Rothery i jego sławetne solo, ale również Hogarth budujący narrację i wchodzący w różne role... Czego on nie robił przy tym mikrofonie... Z wyboru "Splintering Heart" oraz "Real Tears for Sale" jestem mniej usatysfakcjonowany, ale... co tam, grunt, że fajnie się skończyło, wszak optymistycznym akcentem i wybrzmieniem "The Leavers: V. One Tonight".

Takie prawdziwe wzruszenie odczułem dopiero pod koniec, gdy Hogarth stwierdził: "Thank you for coming for this weekend". Wtedy do mnie dotarło i poruszyło mnie w środku, jak wspaniałe to było wydarzenie.

Fajnie też było pogadać z ludźmi w kolejce. Zamieniłem niejedno słowo z Niemcami, Australijczykami, Francuzami, Holendrami, Amerykanami... A poza tym byli też przyjezdni z Iranu, Brazylii, Malty i Japonii... Więcej zagranicznych niż Polaków, hehe.

Trzy dni spektakularnego show, trzy dni obcowania ze wspaniałym zespołem.

Oby zdrowie chłopakom dopisywało, ponieważ reakcje słuchaczy pokazują, jak bardzo kochają ten zespół.

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”