Wydaje się, że na to wpływ miała również postawa Barcelony - w Paryżu Barca zagrała gorzej, fatalnie dysponowani byli wszyscy zawodnicy prócz właściwie Neymara, natomiast we Włoszech zawaliły głównie kuriozalne błędy indywidualne obrońców i Mascherano (on zawalił dwa gole). PSG strzelało z wolnego, z dystansu, wytarło Barceloną podłogę. Juventus nie sprawił takiego wrażenia, ale też nie musiał. Ma korzystny wynik, w Barcelonie dupy nie dadzą, chociaż owszem, wyjątkowo los a raczej skuteczność była nie po stronie Katalończyków w tamtym meczu. I o ile jestem zdania, że na Camp Nou wydarzyć się może wszystko, tak dużo bardziej prawdopodobne dla mnie jest wygrana 2-0 Juventusu niż odrobienie strat przez Barcelonę.



