Podkreślenia moje:
Wcześniej jeszcze była wstawka, że ta kobieta w czerwonym płaszczu się popłakała, a ludzie ją przytulaliKilkaset osób wzięło udział w marszu ONR, który przeszedł w sobotę z ronda Dmowskiego na plac Zamkowy. Po drodze doszło do incydentu podczas kontrmanifestacji organizowanej przez Obywateli RP.Spoiler:Marsz narodowców z okazji 83. rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego rozpoczął się po godz. 17. Na rondzie Dmowskiego zebrało się kilkaset osób ubranych głównie na czarno. Pochód w szyku marszowym wyruszył Alejami Jerozolimskimi w kierunku ronda de Gaulle'a. Policja wstrzymała ruch w kierunku mostu Poniatowskiego. Trasa marszu prowadziła dalej Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem na plac Zamkowy.
Uczestnicy na początku pochodu nieśli krzyż, mieli też zielone sztandary Falangi, flagi ONR i Polski oraz transparent z napisem "Pokolenie Polski jutra". Skandowali chórem hasła: "Czołem wielkiej Polsce", "ONR walczy, ONR czuwa, ONR wielką Polskę wykuwa", "Młodzi, aktywni, radykalni", My nie chcemy tu islamu, terrorystów, muzułmanów", "Narodowy radykalizm", "Praca w Polsce dla Polaków", "Śmierć wrogom ojczyzny", "Idzie nowe pokolenie, niesie Polsce odrodzenie", PiS, PO, jedno zło", "Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa", "Polska walcząca", "Stolica Polaków nie chce lewaków", "Rząd na bruk, bruk na rząd", "Znajdzie się kij na lewacki ryj". Przemarsz zabezpieczała policja.
Uczestnicy pochodu starali się iść zwartym szykiem, ale instruktorzy co jakiś czas zwracali im uwagę, że nie maszerują równym krokiem.
Ludzie w ogródkach kawiarnianych na Nowym Świecie byli zdziwieni. Przechodnie komentowali: "Jak hitlerowcy. Jeszcze te opaski".
Na skrzyżowaniu Nowego Światu ze Świętokrzyską była kontrmanifestacja zorganizowana przez Obywateli RP. Policja ją szczelnie oddzieliła od trasy przemarszu. Obywatele RP mieli białe kwiaty i transparent z hasłem "Tu są granice przyzwoitości", skandowali: "Precz z faszyzmem" i "Szmalcownicy".
W pewnym momencie pochód chciała zatrzymać kobieta w czerwonym płaszczu, ale kilku narodowców rzuciło się na nią. Policja odciągnęła ich po chwili.
Marsz ONR przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu skandował: "Narodowy radykalizm teraz". Przeciwko marszowi protestowały pojedyncze osoby. Na skwerze Hoovera mężczyzna krzyczał w kierunku marszu: "Wolność, równość, demokracja" i "Faszyści".
Po godz. 18 marsz doszedł do placu Zamkowego, gdzie uczestnicy ustawili się w szyku przy kolumnie Zygmunta. Wszystkiemu przyglądali się zdziwieni zagraniczni turyści. Potem zaczęły się przemówienia przedstawicieli ONR, po których uczestnicy marszu odśpiewali hymn państwowy i się rozeszli.
Ten się znowu do rękawiczek doczepił.
Nie ma znaczenia, ilu było w sobotę ONR-owców na ulicach Warszawy. Ważne, że szli po raz pierwszy kordonem z asystą policji, czyli państwa. A policja, która usuwała z ich drogi protestujących, dała jasny sygnał: precz od faszystowskich poglądów.
Spoiler:Około tysiąca członków i sympatyków z ONR przeszło w sobotę ulicami Warszawy. Jeden obraz z tego marszu utkwił we mnie i nie opuszcza. Młody, niewysoki mężczyzna ma grzywkę zaczesaną pieczołowicie, równiutki przedziałek, krawat pod białym kołnierzykiem. Białe mankiety świecą spod czarnego płaszcza, a na rękawie zielona opaska z falangą, symbolem Obozu Narodowo-Radykalnego. Na twarzy powaga, dumnie uniesione brwi. Czyta odezwę o odrodzeniu się ONR, o jego wzrastającej sile.
Kartkę trzyma w czarnych, grubych, skórzanych rękawiczkach, które dopełniają pedantyzmu przerażającej estetyki. Nie wiem, dlaczego młody z ONR je włożył, jako jedyny, bo na marszu w Warszawie zimno nie było. Ale efekt osiągnął – mam dreszcze, ilekroć na niego patrzę. Bo te skórzane rękawiczki, obok czarnej swastyki na czerwonym tle, były chyba najczęstszym motywem estetyki faszyzmu na historycznych zdjęciach, ale i w popkulturze – od „Cabaretu” Boba Fossa, po metafory z kosmicznych filmów George'a Lucasa czy Quentina Tarantino.
Skórzane rękawiczki są dopełnieniem doskonałości u tego młodego chłopaka i tak brzmi jego przekaz: jestem doskonały i chcę was uczynić na swój wzór.
W latach 30. XX wieku młodzi z ONR wyganiali z uczelni żydowskich studentów, siali nienawiść, by w końcu trafić do lamusa po decyzji władz sanacyjnych o ich delegalizacji.
W programie mieli wykluczenie, pogardę dla inności, bezwarunkową dyscyplinę opartą na fałszywej symbolice wyższości.
W latach 40. na tych samych ulicach stolicy hitlerowcy wcielali w życie ich hasła, mordując Żydów – podludzi.
To, że w kwietniu 2017 r. spadkobiercy tamtego ONR, z tym samym programem, przemaszerowali tymi samymi ulicami Warszawy, jest dla nas wszystkich siarczystym policzkiem na odlew, choć i zapewne dla wielu przodków z tych młodych, którzy nieśli zielone flagi z falangą.
Nie ma znaczenia, czy ONR-owców było w sobotę tysiąc, jak sami podają, czy byłoby ich dwudziestu. Szli po raz pierwszy kordonem z asystą policji, czyli państwa, które dało im status poważnej siły politycznej. Policja, która szarpała i usuwała z ich drogi protestujących, dała też jasny sygnał: precz od faszystowskich poglądów.
Nie ma sensu apelować do Prawa i Sprawiedliwości, bo język pogromowy Jarosława Kaczyńskiego („pierwotniaki roznoszone przez uchodźców”) już dawno zalegitymizował nienawiść, a kolejne wypowiedzi jego marionetek tylko to utrwalają. Nie ma też sensu wypominanie PO, że nic z tym nie zrobiła, bo straciłem złudzenia, by Platforma była zdolna do odważnych decyzji wbrew badaniom sondażowym.
Jest jeszcze Kościół, który dostał od historii nauczkę, że mariaże z nacjonalizmem kończą się prędzej czy później w piekle (Pius XI i traktaty laterańskie z Mussolinim).
Nadzieję dała odezwa biskupów sprzed kilku dni potępiająca nacjonalizm, ale zaraz została zgaszona przez bydgoskiego, bardzo popularnego wśród młodzieży księdza Romana Kneblewskiego, który po marszu w Warszawie napisał: „Dzisiaj ONR w Wawie. Serce rośnie!”.
Widać zatem, że przekaz z ambony Episkopatu jest albo spóźniony po latach antysemityzmu w Radiu Maryja, albo już ignorowany.
Nie wiem zatem, co może przeszkodzić młodemu z ONR, nim zdejmie skórzane rękawiczki i przejdzie do czynów gołymi rękami, bo historia w swojej progresji dziejów podpowiada już tylko najgorsze scenariusze.
Skoro wczoraj był Białystok, a dzisiaj Warszawa, to pozostaje cytat z nazistowskiej piosenki w „Cabarecie”: „Tomorrow belongs to me”.
Jeśli się mylę, to do zobaczenia w lepszej Polsce.
Tutaj żale że już nie można blokować legalnych manifestacji jak za poprzednich rządów.
I relacja Obywateli RP - oni też dobrą bekę od jakiegoś czasu zapodają, tym razem bazę wypadową mieli w sklepie i się nie mogli w nim znaleźć:Kordon policji odgradzał marsz promującego totalitaryzm ONR-u od grupy protestujących. Na zdjęciach i nagraniach widać, że funkcjonariusze traktowali brutalnie nawet osoby starsze.
Spoiler:Członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego, skrajnie nacjonalistycznej organizacji, przemaszerowali ulicami Warszawy. - Od ostatniego roku organizacja się rozwinęła, więc może być głośniej niż w Białymstoku - mówił jeszcze przed marszem rzecznik ONR. Samo wydarzenie nie było specjalnie nagłośnione w mediach, tłumaczono to faktem, że 'jest to wydarzenie przede wszystkim dla członków organizacji'. Zorganizowano je w związku z 83. rocznicą założenia ONR.
Na trasie przemarszu pojawiła się grupa protestujących, która próbowała utworzyć blokadę jednak policja torowała drogę członkom ONR. Wzdłuż jednej z ulic, którą szedł marsz, Obywatele RP rozwinęli transparent z napisem "Granice przyzwoitości" i byli dłuższy czas szczelnie otoczeni przez policję. Uczestnicy marszu krzyczeli: "Stolica Polaków nie chce lewaków", "Znajdzie się kij na lewacki ryj", "Śmierć wrogom ojczyzny" czy "My nie chcemy tu islamu, terrorystów, muzułmanów".
Na nagraniach z kontrmanifestacji widać, że funkcjonariusze używali siły wobec protestujących, również osób starszych. Brutalną interwencję przeprowadzono m.in. wobec starszego mężczyzny.
O brutalności polskich funkcjonariuszy napisała agencja AP, a za nią chociażby "The Washington Post" i "Daily News". "Policja w Polsce użyła siły, by usunąć protestujących, którzy próbowali zablokować marsz nacjonalistów" - czytamy w depeszy.
"Policja zatrzymała i założyła kajdanki kilku osobom ponieważ nie mieli oni zgody na kontrmanifestację (...). Użyto też siły wobec dziennikarzy, którzy informowali o przebiegu demonstracji" - relacjonuje agencja.. Zdaniem AP, reporterzy byli popychani i kopani.
AP stwierdza również, że ONR to organizacja "wspierana przez nacjonalistyczny rząd". Tymczasem wielu komentatorów przypomniało niedawny manifest Kongresu Episkopatu Polski, który potępił nacjonalizm.
Za niedopuszczalne i bałwochwalcze uznać należy wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu, czy też szukanie chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni. Miłość do własnej ojczyzny nigdy bowiem nie może być usprawiedliwieniem dla pogardy, agresji oraz przemocy - czytamy w dokumencie biskupów, którzy jasno stwierdzają, że nacjonalizm jest "postawą niechrześcijańską", a patriotyzm musi być "postawą otwartą" "bez przemocy i pogardy".
Jednocześnie aktywny w mediach społecznościowych ks. prałat Roman Kneblewski, proboszcz jednej z bydgoskich parafii wrzucił na Twittera zdjęcie z manifestacji i opatrzył je komentarzem: "Dzisiaj ONR w Wawie. Serce rośnie!".
Słowem - wesołoCzłonkowie Obozu Narodowo-Radykalnego maszerują ulicami Warszawy. Faszystowsko ułożona kolumna idzie przed siebie, a my jesteśmy nielegalnie trzymani za policyjnym kordonem – relacja uczestnika blokady marszu ONR, którą w sobotę zorganizowali Obywatele RP
Spoiler:W pół do piątej pojawiłem się przy skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Trochę policji po bokach, sporo gapiów, aczkolwiek biorąc po uwagę liczbę zadeklarowanych na Facebooku – mało.
Można było mieć wrażenie chaosu. Bo i ci, którzy przygotowani byli do blokady, i ci, którzy mieli mundur, mało wiedzieli. Spontanicznego charakteru nikt nie odmówi. Okazało się, że komitet blokujący, nazwijmy tak roboczo organizatorów i organizatorki blokady, znajduje się w sklepie przy skrzyżowaniu. Obywatele RP mieszają się z poszukiwaczami przecen, ciężko jest odróżnić baner od reklamy. Niewątpliwie jest to frustrujące dla wszystkich, bo przecież za tak zwanym rogiem – wielka (wedle zapowiedzi) manifestacja faszyzmu nadciąga z Ronda Dmowskiego, a na górze (sklep był na poziomie -1) tłum nic niewiedzących ludzi.
W końcu mamy wiadomość – maszerują trasą: Rondo Dmowskiego – Aleje Jerozolimskie – Nowy Świat – Krakowskie Przedmieście – Plac Zamkowy. W popłochu ktoś krzyknął: idziemy. Cały sklep się poruszył, przeceny zawirowały, wszyscy ruszyli ku wyjściu.
Na jezdni stoi już z dwadzieścia osób otoczonych przez policję. Próbują nas zepchnąć. Siadamy. Skandujemy „Faszyzm nie przejdzie”. Sporo osób nie mogło się dopchać do nas, siedzących. Stają więc wokół i skandują z nami. Policja po kwadransie zaczyna brutalnie wyciągać ludzi. Nigdy nie zapomnę widoku, gdy służby mojego sąsiada chwyciły od tyłu za twarz i zaczęły nią wykręcać na wszystkie strony. Trzymaliśmy się, nie dawaliśmy się wyciągać, ale policja używała siły – my nie. Było więc kwestią czasu, ile wytrzymamy.
Mnie wyniosło czterech policjantów, wyrzucając na bok wraz z innymi usuniętymi. Nielegalnie jesteśmy przetrzymywani przez kordon policji. Gdy zostało na skrzyżowaniu tylko kilka osób – a to, że ONR przejdzie bez problemu było pewne – ci, co nie dołączyli do pierwszej blokady, zaczęli formować drugą klika metrów dalej.
Cały czas skandujemy. Zgarnięci i blokujący. Służby jednak szybko kończą pracę przy pierwszej blokadzie i w trymiga przenoszą się do drugiej. Dwa kordony policji odgradzają demonstrantów, blokujących z obu stron. Zostajemy szybko, brutalnie przesunięci na bok. Stoimy stłoczeni, a tych, którym udało się wydostać z tej mieszaniny ludzkich kończyn i transparentów, policja bije, przesuwa, robi cokolwiek, by się wyżyć. Jak słusznie zauważyły moje znajome, spora część ONR-owców była na służbie, więc mogła sobie pozwolić na przemoc.
Tuż przed godziną osiemnastą jest czysto. Antyfaszyści stoją za kordonami. Rozdzieleni, pobici, zażenowani. Słychać okrzyki zbliżającej się manifestacji. Przemykają szybko. Faszystowsko ułożona kolumna idzie przed siebie. Przeszli. Ale my ciągle jesteśmy nielegalnie trzymani za kordonem. Ku zaskoczeniu policjantów i policjantek zaczynamy się przesuwać. Znacznej części z nas (pierwszej blokady) udaje się wydostać z prowizorycznego więzienia. Rozbiegamy się. Szukamy znajomych, opowiadamy o całym zajściu tym, którzy przyszyli później.
Do godziny 19 policja nie chciała wypuszczać blokujących. Zaczęli nas spisywać. Nie obyło się bez homofobicznych, rasistowskich i ogólnie faszystowskich uwag ze strony mundurowych. ONR przeszedł. Z lekkim poślizgiem czasowym i przy okrzykach „No pasaran”, „Nie przejdziecie bez policji”, ale jednak.
Dwie zatrzymane przez policję osoby zostaną wypuszczone około godz. 21 z komendy przy Wilczej. Czekać będą na nich antyfaszyści, konstytucjonaliści, Obywatele RP – tak, ci których tożsamości powoli się rozpływają, tworząc wspólnotę oporu. Wspólnotę bycia razem.


