Everton - Chelsea 0:3
spodziewałem się trudniejszej przeprawy, ale nie jest też tak, że wynik odzwierciedla wydarzenia na boisku. W gruncie rzeczy nie zagraliśmy najlepszego spotkania, ale cieszy (wreszcie) czyste konto. Na początku gospodarze byli bardzo bliscy gola (słupek po interwencji Courtois), lecz później już dosyć dobrze radziliśmy sobie z ich kontraktami. Przede wszystkim Lukaku nic nie pograł i szacun dla Davida Luiza, jak był w stanie wyłączyć go z gry.
Conte dalej jednak nie rozumie, że Fàbregas grać musi. Hiszpan wszedł z ławki i znowu z Costą, a tym razem również z Willianem (który zmienił Hazarda), rozegrali popisową akcję. Generalnie zauważyłem, że nasz wspaniały Diego poczynia sobie lepiej na placu gry, gdy ma za plecami/obok siebie kompana z reprezentacji. Dobrze się rozumie z Fàbregasem, chętnie mu oddaje piłkę... Tylko włoski manager musi w końcu znaleźć miejsce dla byłego Kanoniera.
Na minus dzisiejsza liczba kartek. Za dużo tych fauli, co miało przełożenie na ukaranie przez arbitra kilku zawodników. Środek pola także nie grał najczyściej i taki Barkley oberwał nie raz.
Pedro był beznadziejny w pierwszej połowie i chciałem Williana po przerwie, ale nie odbieram Hiszpanowi, że po pierwsze, otworzył konto bramkowe, a po drugie strzelił szalenie efektownego gola. Pewnie najlepszego od czasu bramki z Tottenhamem, a wcześniej z Newcastle.
Fajnie, że Terry, pomimo nieznalezienia się w kadrze meczowej, przyjechał do Liverpoolu wraz z zespołem. To pokazuje, że nie tylko do końca sezonu, ale wszędzie, chce być częścią drużyny.
Już wiemy, że Tottenham również wygrał... Zostały cztery mecze do końca sezonu. Wyścig trwa.



