Dramat drugiej połowy zaczął się od głupiej straty (chyba Rząsy) i utraty gola. Od tego momentu nasza obrona zaczęła popełniać coraz więcej błędów, zresztą w cały zespół wkradła się jakaś nerwowość.
Myślę, że drugą przyczyną tej słabej gry w końcówce było opadnięcie z sił Kosowskiego, który w pierwszej połowie był naszym motorem. Jak się nie gra w piłkę to musi się to odbić na kondycji.



