Inauguracyjny mecz nie wiał nudą, ale z drugiej strony spodziewałem się nieco więcej. Atletico pasował chyba remis, bo po strzeleniu gola na 1-1 byli jeszcze nieco groźniejsi przez kilka minut, a potem oddali inicjatywę z powrotem w ręce Flamengo, które praktycznie siedziało na nich przez ostatnie 15 minut spotkania. Vinicius zadebiutował, sporo go było widać przez te ostatnie chwile meczu, często dostawał piłkę, ale trema go mocno zeżarła, bo nie pokazał nic niezwykłego, a wręcz był sprowadzany na ziemię przez obrońców Atletico. Ogólnie Flamengo po I połowie powinno prowadzić spokojnie dwoma bramkami, przez głupie decyzje, jak przy indywidualnym rajdzie Berrío, gdzie próbował w ostatniej chwili podawać, choć miał dogodne warunki na strzał, schodzili z tylko jednobramkową zaliczką. Gospodarze nieco zawiedzeni, a goście myślami przy Copa Libertadores.
Za to mecz Corinthians z Chapeco, dopiero co zakończonym wynikiem 1-1, nie zawiódł. Świetne obie połowy i to nie w wykonaniu gospodarzy, a właśnie gości ze stanu Santa Catarina! Jestem zszokowany, że ta zbieranina piłkarzy - brzmi brutalnie, ale trudno to nazwać inaczej - gra tak ciekawie. Przez cały mecz niesamowity pressing zrobił swoje i to oni mieli więcej sytuacji na trafienie, nawet śmiem twierdzić, że mogą czuć lekki niedosyt, bo zaliczyli słupek i poprzeczkę. Corinthians na ich tle wypadło strasznie blado, gola strzelili z niczego, świetnie w polu karnym zachował się Jo, który wygrał małą walkę o piłkę z obrońcą Chapeco i sam na sam ją umieścił w bramce. Ogólnie ten Jo może niedługo powołanie dostać, chwalą go z każdej strony, a on sam odpowiada na te pochwały golami. W lidze stanowej przecież też sporo strzelał. Problemem wydaje mi się leciutko wiek, nie mówię, że 30 lat to dużo na piłkarza, ale przypominają mi się od razu Mistrzostwa w Brazylii sprzed trzech lat, gdzie z przodu biegał Fred i każdy wie, jak to działało. A obaj naprawdę podobnie zachowują się w polu karnym, to nie są typy napastników, którzy samemu pokiwają i zaczarują. To walczaki, którzy potrafią się przepchać, powalczyć o piłkę i strzelić, ale raczej nic więcej.
O, teraz jeszcze przypomniała mi się kuriozalna sytuacja z pierwszego meczu, o której miałem napisać. CBF wprowadziła regułę, że rezerwowym nie wolno świętować zdobytych goli na płycie boiska. Dziś poszła za to pierwsza żółta kartka przy okazji bramki Flamengo. Chory przepis, jestem ciekaw, ile przez cały sezon poleci przez to żółtych kartek.



