Bouma w punkt. Sam bym nigdy lepiej tego nie ujął.
Jedni robią dokładnie to samo co drudzy, albo nawet jeszcze przesuwają granice żenady, ale mają swoich klakierów, którzy zawsze ich poprą. Zawsze wytłumaczą. Zawsze przyklasną. A wcześniej, albo później będą jechać po drugiej stronie za takie samo, albo podobne zachowanie. I tak w kółko. Partyjni pyschofani to najgorsze co ten kraj spotkało w ostatnich latach.
Jarek popłynął, to z pewnością nie powinno wydarzyć się rzekomo genialnemu, rzekomo najważniejszemu politykowi w kraju. Ale najbardziej żenujący był widok tych jego klakierów, którzy po jego wypowiedzi wstali i klaskali. Wstali i klaskali. Kompromitacja, żenada.


