Liverpool (zbiorczy)

Awatar użytkownika
Bassu
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 7226
Rejestracja: 20 lis 2005, 9:04
Reputacja: 693
Kibicuję: Manchester United
Lokalizacja: Mexico

Liverpool (zbiorczy)

Post autor: Bassu » 14 wrz 2017, 18:09

masacra pisze:Swietny mecz, do dupy wynik.
Tak najkrocej mozna to opisac. Gra, szczególnie w pierwszej połowie była momentami fenomenalna. To jak gnietli hiszpanów, jak konstruowali ataki to jak dla mnie najlepsze co mozna w futbolu ogladać. Szybkie 3-4 podania i strzał. Wszystko w pełnym biegu, na pełnej szybkosci. To jest futbol totalny, taki futbol kocham i taki futbol moge ogladać. I za to Klopp ma moje pełne wsparcie nawet jesli kolejny sezon sonczy bez zadnego trofeum. Ja dorastałem i budowałem swoją sympatie do Liverpoolu na Houlierze i Benitezie i powiem wam jedno, przez ten cały czas jedyne czego załowałem to tego, ze nie urodziłem sie kilka lat wczesniej i nie mogłem ogladac ekipy Evansa. Bo prawde powiedziawszy tych druzyn Francuza i Hiszpana długimi momentami sezonu nie dało sie ogladąc. No przynajmniej na trzeźwo. A przeciez zarówno Houlier jak i Benitez swoje wygrali i po latach fajnie te momenty wspominac ale prawda jest taka, ze wiekszosc kibiców meczyła sie ogladając co tydzien Liverpool.
Jeeezu jaka to miła odmiana. To tak jakbym sie przesiadł ze zdezelowanego Uno to najnowszej 911. Jak dla mnie to to moze trwac jak najdłuzej.
Wracjąc do wczoraj. Gdyby nie błąd Lovrena i niewykorzystany karny, to po pierwszych 45 min byłoby 3:0 i prawdopodobnie po meczu i nikt nie mógłby powiedziec, ze Liverpool na to nie zasłuzył.
Tym bardiej nie kumam tego posta Sergeka. Takie narzekanie na wszystko i wszystkich miało przez pewien czas swój urok, ale na dłuzszą mete jest zwyczajnie wkurwiające. Jesli Ty ziomus jestes taki na codzien w realnym zyciu, to współczuje ludziom, którzy musza z Toba obcowac.
Liverpool zagrł naprawde dobry mecz, co jest delikatnie powiedziane i jedyne na co mozna ponarzekac, a nawet sie powkurwiac to te klopsy Lovrena w obronie. On w sumie nie jest złym piłkarzem ale wyraźnie ma cos nasrane we łbie albo ktos na górze go cholernie nie lubi, bo srenio co drugi mecz jebnie takiego farfocla, ze nic tylko siasc i zapłakac.
Jeszcze jedno co moze niepokoic to fakt, ze Klopp znowu dorzyna tę samą 11. Nie chce źle prorokowac ale przy takiej intensywnosi gry jaką oni prezentują znowu moze sie w połowie sezonu okazac ze brakło pary.
Cytuje całość, bo mało kiedy zgadzam się w 100 % z czyjąś wypowiedzią. Świetnie napisane. Ale nie przyszedłem tu klepać masacry po tyłku, tylko dodać swoje kilka słów.

Futbol na którym wychowałem się ja, to radosne klepanie piłki przez graczy Fergusona. Lata 90-te i później. To za co kocham futbol, a czego robi się coraz mniej to właśnie takie podejście o której piszesz. Szczerze mówiąc, za łebasa, w dupie miałem wyniki jakie kręcił Ferguson. One oczywiście były istotne i tego tłumaczyć nie trzeba ale - szczena opadała jak Giggs i spółka darli kalesony na murawie i Ferguson grał z nimi do ostatniej sekundy. Stąd zresztą Fergie time. Nie ważne było czy mecz się przegrało, zremisowało, czy wygrało. Widać było, że oni co mecz idą na wojnę. I to się skończyło z odejściem Szkoda. Ostatnie lata były szokiem, bo po - ja wiem - 15 latach przyzwyczajeń - dowiedziałem się, że w piłce jest jakaś głębsza filozofia i ''proces". O ile Moyes był spadają gwiazdą i ten klub go przerósł, to już LVG i jego mecze, styl bycia, prowadzenia klubu, powodował że nawet jak wygrywaliśmy, to i tak w beznadziejny sposób. Rozumiem więc w pełni wzwody fanów L'poolu, bo Klopp może i nie kręci wyników takich, jakich się po nim oczekiwało, ale buduje zespół, który zrobi za chwile to, co robili piłkarze Fergusona. Ta analogia nie jest w żadnym wypadku naciągana. Mówię to jako ktoś, kto jednak zawsze L'pool i City oraz walkę z nimi, stawiał sobie jako cel nadrzędny. To chyba jasne. Odkąd jednak przyszedł Klopp, staram się oglądać większość meczów jego drużyny, bo tam jest pasja, której mało gdzie uświadczysz. W United, być może dopiero teraz Mou ze swoim wyrafinowaniem, zacznie osiągać coś podobnego i kręcić wynik, ale to zupełnie inna para kaloszy. L'pool, jeśli zachowa Niemca, to zbuduje na lata swoją nową tożsamość, a za nią przyjdą też wyniki.

Wróć do „Anglia”