Real w sumie nie gra gorzej niż w tamtym sezonie ligowym, różnica jest jedynie taka, że wtedy wchodziło w końcówkach, co ostatecznie zatarło tragiczną grę i brak na nią pomysłu, ale to nie będzie zdarzało się wiecznie.
Miliony wrzutek? Przecież było to w tamtym sezonie. Próby wejścia z piłką do bramki? Oczywiście też. Dzisiaj doszło jeszcze walenie na pałę ile sił w nogach. Tak właśnie wyglądała gra Realu. Końcówkę Betis rozegrał bardzo mądrze, kiedy to Real powinien próbować ich tłamsić, naciskać i zamknąć we własnym polu karnym, oni częściej przebywali na połowie gospodarzy, którzy musieli biegać za piłką i jedynie Casemiro potrafił ją odzyskać, ale po chwili i tak któryś z jego kolegów ją tracił.
Fakty wyglądają tak, że w każdym ligowym meczu 2017/18 na Bernabeu Real tracił punkty i jedynie mecz z Valencią wyglądał całkiem nieźle (bo Benzema, bo nie szło, bo sędzia nie gwizdnął żadnego z trzech możliwych karnych), tak po Levante i Betisie pomyłki sędziowskie pozostają w tle żenady, którą Real odstawia.



