W ogóle lekka śnieżyca była, a że cała zakopianka stała to mi pokazało żeby jechać objazdem. No to pojechałem, tak że musiałem wracać 10km bo nie dałem rady wyjechać pod górkę. I nie byłem jedyny, przedemną jedno auto już zawracało, a gośc który jechał za mną wyprzedził mnie, przejechał metr dalej i też stanął. Żadnemu z nas nie udało się ruszyć.



