Biegaliśmy sobie ulicami San Francisco i w pewnym momencie zaczęliśmy się bić (ja wygrałam, sorry bejbe), bo zostałam nazwana - niesłusznie! - rasistką. Po bitwie podałam swój argument: "Ej, czytałam ostatnio >>Słońce też jest gwiazdą<< o związku czarnej dziewczyny i Koreańczyka i bardzo mi się podobało", na co Bartosz odpowiedział: "Też czytałem, przyznaję ci rację"
Po jakiejś chwili sceneria się zmieniła i pod Częstochową zaczęło się epicentrum kobiecej wojny. Jedynymi walczącymi były kobiety (i Magnum, sorry). Nocą zaczęliśmy zwiewać do jakiejś hamburgerowni, która miała być naszą bazą. Ja z Zośką na rękach, bo mi powiedzieli, że to wstyd, żeby ona też nie walczyła, Magnum z pustymi rękoma. Obudziłam się w trakcie zjadania papierowych hamburgerów, hm.
HM.


