Grzesiu kończy sezon w WBA, które spada do Championship. Grzesiu mówi cześć kumplom z szatni i ma gdzieś ten klub, w którym pracował na umowie na zlecenie. Żegnając się, nie będzie musiał podawać ręki trenerowi, już mu przecież nie odetnie tygodniówki, hehe.
Grzesiu pakuje futra, leci do Paryża, by zostawić walizki i dać buziaka swojej modelce.
W tym samym czasie PSG zwalnia trenera i zatrudnia nowego szkoleniowca.
Nowy trener zaczyna i daje każdemu czystą kartkę, bo większość i tak jest na MŚ i ich nie widzi. Trenuje sobie z Verrattim, hehe.
Grzesiu sobie gra w kadrze, trenuje, widzi piłkę i kręci bekę ze Szczęsnym.
Nowy trener ogląda Mundial i już pomału robi sobie kartkę z plusami i minusami.
Nowy trener ma wizję innej taktyki i formacji, do której idealnie pasuje Grzesiu.
Grzesiu ma zadanie - odbierz piłkę, pograj ciałem, pokaż im kto jest Polak, dostań żółtą, podaj do najbliższego, wymieniaj pieluchę Thiago Silvie.
Grzesiu w Rosji gra, ciśnie bekę ze Szczęsnym, czyli po staremu.
Grzesiu wraca z MŚ, ma miejsce w składzie, bo nomen omen nie ma ŚPD z prawdziwego zdarzenia - Diarra koniec kontraktu, Motta to samo, Matuidi w Juve, Verratti oparzenia trzeciego stopnia z powodu wakacji.
Grzesiu gwiazda PSG, jedenastka sezonu Ligue 1 za te wszystkie odbiory i twardą grę.
Wszystkie Janusze kupują Przegląd Sportowy, który nagle ma Grzesia za boga polskiej kadry.
Lewandowski na drugim miejscu, bo Zahavi załatwił tylko transfer do Sandecji Nowy Sącz.
Polskie media i Janusze udają, że nigdy nie tyrały Grzesia, nie szydziły z jego pozycji w klubach i nie zazdrościły, że jego tygodniówka jest większa, niż łączne roczne zarobki, renty i emerytury dziesięciopiętrowego bloku w Łodzi.



