Pogrubiłem nie ze złośliwości (no może trochę, bo padają fakty dyskredytujace wszystkie partie oprócz giganta PJKMWyborcza pisze: W kampanii wyborczej politycy nie liczyli się ze słowami, nie mieli głowy do faktów, przeinaczali albo wręcz kłamali. Oto subiektywny ranking największych bzdur wyborczych zaczerpniętych z różnych mediów.
Zapewne są wyborcy, którzy uwierzyli, że więcej wpłacamy do kasy Unii Europejskiej, niż od niej dostajemy - ten nonsens wygłosił Jan Maria Jackowski z LPR, choć liczby pokazują, że jest odwrotnie - albo że zły stopień z religii obniża szanse przyjęcia na studia - tą bzdurą błysnął lider SLD Wojciech Olejniczak (choć nawet uczeń podstawówki wie, że ta ocena nie liczy się do średniej).
Za to jestem dziwnie pewna, że wyborcy nie kupili jego bajeczki o "uporządkowaniu za rządów SLD sytuacji w służbie zdrowia". Skoro lider SLD w to wierzy, powinien uczynić Mariusza Łapińskiego honorowym przywódcą Sojuszu!
1. Bezsprzecznie puchar powinien powędrować do Andrzeja Leppera. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, jak Lepper policzył, że "prezes NBP Leszek Balcerowicz wyrządza szkodę RP w wysokości co najmniej 10 mln zł dziennie". Lepper chce, by Balcerowicz "odrobił w kamieniołomach to, co przez 16 lat zepsuł", czyli 58,4 mld zł!
Lider Samoobrony stara się też dzielnie podtrzymywać tradycję Klewek, w których to mieli - według Leppera - wylądować talibowie z wąglikiem. Tym razem w debacie o polityce zagranicznej zacytował znienacka "sondaż CIA", z którego ma wynikać, iż ponad 70 proc. Białorusinów popiera Aleksandra Łukaszenkę. Tymczasem Amerykanie nie zrzucili na Białoruś ankieterów z CIA, ale zamieścili na swojej stronie internetowej oficjalne wyniki "demokratycznych" (Andrzejowi Lepperowi wyjaśniam, że ten cudzysłów oznacza ironię) wyborów prezydenckich u naszych sąsiadów.
2. Janusz Korwin-Mikke nie chciał być gorszy. Przekonywał, że Łukaszenko broni niepodległości Białorusi przed własnym narodem, bo aż 65 proc. Białorusinów chce przyłączyć się do matki-Rosji. Dlatego Polska powinna popierać Łukaszenkę.
3. Miejsce na podium należy się "premierowi z Krakowa", czyli Janowi Rokicie, za próbę postraszenia chętnych na kupno PGNiG. Lider liberałów zapowiedział renacjonalizację części aktywów spółki po wyborach.
Konstytucja, choć dopuszcza nacjonalizację, to wymaga zapłaty odszkodowania, a PGNiG wycenia swoje gazociągi przesyłowe na 5 mld zł. Skąd Rokita weźmie te pieniądze? Zapowiedział, że zlicytuje majątki urzędników odpowiedzialnych za prywatyzację PGNiG. Minister skarbu Jacek Socha pewnie biedny nie jest, ale czy zdołał uciułać 5 mld zł? Jakoś nie zauważyliśmy go na liście najbogatszych Polaków.
Specjalne wyróżnienie dla polityków PiS, którzy choć twierdzą, że mają najlepszy dla obywateli pomysł na podatki, nie znali stawek VAT na prąd i gaz. W swoim kalkulatorze podatkowym na stronach internetowych zachęcali podatników do policzenia, ile stracą na pomysłach PO. Gaz i prąd obłożyli 7-proc. stawką. Tymczasem od dawna płacimy za nie 22 proc.
Mam nadzieję, że teraz politycy, zanim palną jakąś bzdurę, ugryzą się w język, bo kampania kontrolowana czuwa.
Ciekaw jestem, czy pojawi się opinia o kolejnej manipulacji GTW (Gazet Trzymających Władzę)



