Atlanta United - New York City FC 2:2 (Garza 30' McCann 57' - Villa 38'-karny, Ring 73')
Kapitalny mecz, jeden z lepszych jakie widziałem w tym sezonie - wymiana ciosów i emocje do końca. Po niemrawym początku w 8 min. pierwszą okazję stworzyli dobie gospodarze - po łatwej stracie NYC przed własnym polem karnym piłkę dostał Darlington Nagbe, ale został zablokowany. W 13 min. odpowiedzieli podopieczni Patricka Vieiry - aktywny w tym meczu Jo Inge Berget potężnie uderzył, ale prosto w Brada Guzana. W 20 min. prowadzenie objąć mogła Atlanta, ale po indywidualnej akcji uderzył obok dalszego słupka. Dwie minuty później gorąco było pod przeciwną bramką - po rzucie rożnym i zgraniu głową Bergeta obok bramki uderzył Alexander Callens. W 27 min. gospodarze sprytnie rozegrali rzut wolny, ale strzał Larentowicza po rykoszecie minął słupek. Kilka minut później Atlanta w końcu objęła prowadzenie - pierwszy strzał obronił jeszcze Johnson, ale przy dobitce Garzy był bez szans. Goście odpowiedzieli szybko - po faulu w polu karnym wprowadzony na boisko chwilę wcześniej David Villa wyrównał z wapna (Guzan wyczuł intencje byłego snajpera Barcy, ale strzał był zbyt mocny). Jeszcze przed przerwą gospodarze trafili do siatki, ale arbiter nie uznał gola (jeden z graczy Atlanty stojąc na spalonym zasłaniał bramkarza). Po przerwie Atlanta wróciła na prowadzenie - w 53 min. strzał Almirona obronił jeszczre Johnson, ale parę minut póniej golkiper New York City był już bez szans przy główce McCanna. Goście rzucili się do odrabiania strat - kilkukrotnie próbował David Villa, jieskutecznie. Dopiero Alexander Ring kapitalnym uderzeniem z dystansu ustalił wynik meczu. W końcówce gospodarze rzucili się jeszcze do ataku, ale nie stwarzali sobie już tak klarownych sytuacji jak wcześniej. Świetne tempo, dużo goli i sytuacji z obu stron - bardzo dobry mecz.



