To tak - najpierw ochłonął bym z emocji. Potem bym sobie trzepnął jakąś villę, powiedzmy na przedmieściach Barcelony, zainwestował bym w karnecik na mecze kochanej Barcy. Nad resztą kasy to dlugo bym sie zastanawial, a na koncu odstawił bym ja do banku i tak by sobie lezala...



