Ja sobie serio próbuję wyobrazić jakiś zakątek miasta, w którym dzieją się opisywane rzeczy, ale naprawdę nie kojarzę. A dodam, że mieszkam w południowym rejonie miasta, który zawsze był uważany za gorsze rewiry. Nawet się czasem zastanawiam, co robi młodzież - za "moich czasów" wysiadywało się pod klatkami, na trzepakach, na dachach i zawsze robiło wokół siebie dużo zamieszania, a teraz nigdzie tego nie spotykam. Wiem natomiast, że ludzie, którzy tworzyli klimat, o którym mowa - czyli takie Sebixy spod klatek - mają po 35 lat i mieszkają na emigracji. I mówię to całkiem serio - dla przykładu: ulicę dalej było takich sporo i podobno w ponad trzydzieści osób zamieszkali w jednym mieście w Anglii. To samo tyczy się pokolenia mojego brata wychowanego na mojej dawnej dzielni - z 5% z nich nie żyje, 5% zostało na dzielni, a reszta wyjechała.


