Columbus Crew - New York Red Bulls 1:1 (Zardes 26' - Muyl 57')
Mecz dwóch walczących o awans do play-offów drużyn miał dwa oblicza. W 1. połowie dominowali gospodarze, a osłabieni licznymi powołaniami reprezentacyjnymi Red Bulls prezentowali się fatalnie. Doskonały mecz w barwach Crew rozegrał Harrison Afful, który już w 4 min. dośrodkował na głowę sprowadzonego z LA Galaxy Zardesa, który jednak strącił piłkę obok bramki. W 11 min. Zardes świetnie urwał się prawą stroną i dograł na środek do nadbiegającego Brazylijczyka Artura, którego strzał sparował jedak Robles. W 15 min. Pedro Santos świetnie przymierzył z rzutu wolnego obijając poprzeczkę bramki Red Bulls. Ataki Crew przyniosły efekt bramkowy w 26 min. - Higuain (brat Gonzalo) zagrał świetne podanie do Affula teń znów dośrodkował na głowę Zardesa, który główką po koźle zdobył gola. Kilka minut później Afful próbował z dystansu, bronił jednak Robles. W 36 min. Ghanijczyk mógł zaliczyć swoją drugą asystę w tym meczu, jrdnak po jego dograniu wzdłuż bramki Zardes z najbliższej odległości trafił w wychodzącego Roblesa. Sytuacje mieli jeszcze Artur (bomba z dystansu wybroniona przez bramkarza gości) i Zardes (główka w słupek), ale mimo ogromnej przewagi piłkarze z Columbus schodzili na przerwę tylko z jednobramkowym prowadzeniem. Po przerwie obraz gry uległ diametralnej zmianie - Red Bulls od początku przystąpili do ataku, momentami przebywając prawie całą drużyną na połowie rywala i zakładając wysoki pressing. Szybko przyniosło to wyrównanie - w 57 min. po dośroidkowaniu Kempin źle wyszedł z bramki, a 22-letni Alex Muyl głową skierował piłkę do pustej bramki. Piłkarze z Nowego Jorku byli w 2. połowie lepsi i mogli pokusić się o zwycięstwo - w 72 min. Austriak Daniel Royer dobrze opanował piłkę w polu karnym i uderzył atomowo, ale Kempin był tym razem na posterunku. W końcówce gospodarze poderwali się jeszcze do ataku, ale nie byli już w stanie stworzyć sobie takich sytuacji jak w 1. połowie. W przekroju całego meczu był to sprawiedliwy remis.



