Kurde, w ogóle jak leciał pierwszy mecz to miałem dużo większe ciśnienie. Liczyłem, albo może wierzyłem, że ta reprezentacja jednak pokaże na co ją stać. Specjalnie skończyłem pracę wcześniej, o 16 wyjechałem do znajomego, po drodze takie korki, żę wydawało się, że wszysyc skończyli pracę o 16, żeby na 17 zdążyć. Potem biegiem na 6 piętro i wejście już po hymnach. Człowiek cały zdenerwowany, ale zadowolony, że zdążył.
I ta reprezentacja, w którą tyle osób ślepo wierzyło, zagrała taką kupę, że całe ciśnienie ze mnie zeszło. Mogłem wziać jutro wolne w robocie, żeby dzisiaj się czeogś napić na meczu, to po prostu zostaję w domu. Wolałem iść wczoraj na miasto, dzisiaj pół dnia przespać. Wstaje, chce pooglądać ostatni kwadrans Senegalu z Japonią to urwało mi satelitę przez burzę (zarówno polsat jak i cyfre). I w sumie... nawet nie pomyślałem, że tak samo może urwać na meczu Polski.
Całe ciśnienie zeszło. Nie iwem czy emocje wrócą po pierwszym gwizdku, ale jedyne co daje nadzieje, żeby emocje wróciły to głupia wiara, której niestety jest coraz mniej.



