Nigdy nie mówiłam, że jest fajtłapą
On po prostu ma zupełnie inny charakter niż ja i większość z Was - jest spokojny, małomówny, niekonfliktowy i nie umie oglądać meczu jak człowiek (tj. nie drze się do TV). Ale w pakiecie z tym idą też inne rzeczy - ogromne serce, cierpliwość, opiekuńczość, oddanie.
Poznaliśmy się w momencie, w którym byłam świeżo po próbie samobójczej, miałam słabą sytuację w domu, a przyjaciółki dobijały mnie aranżowaniem spotkań, na których miałyśmy być same, a nagle okazywało się, że były tam trzy obcałowujące się pary + ja. Parę miesięcy wcześniej zerwałam definitywnie stosunki z byłym, który na mojej osiemnastce poszedł w tango z inną z moich "przyjaciółek". Gdyby nie czujność mojej K., skończyłoby się to gwałtem w kiblu, bo ze złości tak się urżnęłam, że barman bez problemu mnie tam zaciągnął. Pod względem nastroju i chęci do życia byłam więc na totalnym dnie.
Mar mnie z tego wszystkiego wyciągnął, jego troska i bliskość totalnie mnie zmieniły. Skończyły się bóle brzucha, które od dwóch lat miałam na tle nerwowym. Nareszcie byłam spokojna, szczęśliwa, bardzo się wyciszyłam. Po tym, jak spotykałam się przez dwa lata z typem, który mnie dołował i wkurwiał (żużel be, Manchester to czysta korupcja) i wcześniej rok z typem, który mnie bił, Mar był dla mnie cudowną oazą. Pisał mi wiersze, zabierał na długie spacery, osłaniał przed deszczem, pisał romantyczne esemesy. Rozumiał to, że przez to, co przeszłam w dzieciństwie, potrzebuję cierpliwości. Założyliśmy się wtedy, że jeśli poczeka dwa lata, może mi spalić szalik Rakowa
Pod względem charakterów teoretycznie do siebie nie pasujemy, ale ludzie znają mnie jako żywiołową i krzykliwą. Mało kto zna tę moją drugą stronę - że jestem wrażliwa, że się przejmuję, że piszę smutne wiersze. To właśnie na podstawie tej mojej drugiej strony się dopasowaliśmy
Oj tak


