Domek nr 10 (temat luźny)

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14511
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2239
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Domek nr 10 (temat luźny)

Post autor: futbolowa » 25 lip 2018, 10:09

cloner pisze: Ciekaw jestem co Cię do niego przyciągnęło, skoro opisujesz go w każdym poście jako fajtłapę roku.
Nigdy nie mówiłam, że jest fajtłapą ;) Wręcz przeciwnie - w przeciwieństwie do facetów moich koleżanek potrafi coś zrobić i nie ma problemu z tym, żeby zająć się dzieckiem, wywiercić dziurę, naprawić spłuczkę albo zrobić pranie. Doszło do tego, że jak moje dziewczyny coś chcą - w stylu powieszenia szafek, wywiercenia czegoś albo naprawienia - w końcu dzwonią do nas, bo ich faceci tego nie ogarniają.

On po prostu ma zupełnie inny charakter niż ja i większość z Was - jest spokojny, małomówny, niekonfliktowy i nie umie oglądać meczu jak człowiek (tj. nie drze się do TV). Ale w pakiecie z tym idą też inne rzeczy - ogromne serce, cierpliwość, opiekuńczość, oddanie.

Poznaliśmy się w momencie, w którym byłam świeżo po próbie samobójczej, miałam słabą sytuację w domu, a przyjaciółki dobijały mnie aranżowaniem spotkań, na których miałyśmy być same, a nagle okazywało się, że były tam trzy obcałowujące się pary + ja. Parę miesięcy wcześniej zerwałam definitywnie stosunki z byłym, który na mojej osiemnastce poszedł w tango z inną z moich "przyjaciółek". Gdyby nie czujność mojej K., skończyłoby się to gwałtem w kiblu, bo ze złości tak się urżnęłam, że barman bez problemu mnie tam zaciągnął. Pod względem nastroju i chęci do życia byłam więc na totalnym dnie.

Mar mnie z tego wszystkiego wyciągnął, jego troska i bliskość totalnie mnie zmieniły. Skończyły się bóle brzucha, które od dwóch lat miałam na tle nerwowym. Nareszcie byłam spokojna, szczęśliwa, bardzo się wyciszyłam. Po tym, jak spotykałam się przez dwa lata z typem, który mnie dołował i wkurwiał (żużel be, Manchester to czysta korupcja) i wcześniej rok z typem, który mnie bił, Mar był dla mnie cudowną oazą. Pisał mi wiersze, zabierał na długie spacery, osłaniał przed deszczem, pisał romantyczne esemesy. Rozumiał to, że przez to, co przeszłam w dzieciństwie, potrzebuję cierpliwości. Założyliśmy się wtedy, że jeśli poczeka dwa lata, może mi spalić szalik Rakowa :mrgreen: Poczekał do ślubu ;)

Pod względem charakterów teoretycznie do siebie nie pasujemy, ale ludzie znają mnie jako żywiołową i krzykliwą. Mało kto zna tę moją drugą stronę - że jestem wrażliwa, że się przejmuję, że piszę smutne wiersze. To właśnie na podstawie tej mojej drugiej strony się dopasowaliśmy :) I przez te lata wpłynęliśmy na siebie wzajemnie tak, że ja jestem spokojniejsza, a on bardziej otwarty. Nie zamieniłabym tego na ciągły rollercoaster z facetami, którzy nie wiedzą, czego chcą, którzy są wiecznymi dziećmi i którzy nie potrafią nic zrobić.
Darkman1948 pisze: Jak to na co komu? Wszystkim dla świętego spokoju
Oj tak :)

Wróć do „Hyde Park”