Znów to "praktycznie". Masz ognisko które paliło się jakiś dłuższy czas ale w pewnym momencie zaczęło przygasać. Bo zerwał się wiatr, bo zaczęło padać, bo się zagapiłeś i (uwaga: przekaz!) zapomniałeś dorzucić drewna. Co robisz? Próbujesz je podtrzymać czy stwierdzasz - a pierdolę, rozpalę sobie następne jak się rozpogodzi?Tomusmc pisze: Przed kryzysem to jeszcze rozumiem, ale w trakcie czy po to już nie bardzo. Ja dla ratowania związku poleciałem do Egiptu i był to bardzo słaby pomysł. Tutaj mówimy o dziecku. Jak się sypie i uczucia praktycznie nie ma to nie wierzę w to, że nagle wróci. Najlepiej po prostu się rozejść niż sztucznie ze sobą być. To oczywiście moje zdanie i wizja związku
Nie obraź się, to w żadnym wypadku nie jest przytyk w Twoją stronę ale choćby na podstawie ostatniej opisanej przez Ciebie akcji odnoszę wrażenie że to "odpuszczanie" przychodzi Ci trochę zbyt łatwo



