Houston Dynamo - FC Dallas 1:1 (Pena 88' - Barrios 83')
Mające za sobą fatalną passę pięciu porażek z rzędu Houston Dynamo podjęło w derbach Teksasu FC Dallas, lidera Western Conference. W 1. połowie oba zespoły grały bardzo uważnie w obronie, angażując stosunkowo niewielką liczbę zawodników w akcje ofensywne. Skutkiem tego była niewielka liczba sytuacji bramkowych, choć gospodarze prezentowali się pod tym względem nieco lepiej. W 25 min. po ładnie rozegranej przed polem karnym gości akcji Tomas Martinez uderzył obok lewego słupka. W 34 min. piłkarze z Dallas stworzyli sobie w sumie jedyną sytuację bramkową w pierwszych 45 minutach - po stracie gospodarzy na własnej połowie i dośrodkowaniu z lewego skrzydła Akindele główkował prosto w dobrze ustawionego Willisa. W końcówce inicjatywa była po stronie Houston, i w doliczonym czasie gry piłkarze gospodarzy mieli stuprocentową sytuację - w polu karnym Manotas zwodem na zamach ograł obrońcę i wyłożył piłkę Martinezowi, który jednak zmarnował absolutną patelnię uderzając obok bramki z okolic jedenastego metra. W sumie oba zespoły zanotowały w 1. połowie zaledwie po jednym celnym strzale. Kilka minut po przerwie ekipa z Houston wyprowadziła kolejny groźny atak, który zakończył strzałem w boczną siatkę były piłkarz Wisły Kraków Romell Quioto. W 54 min. do siatki gospodarzy trafił po długim podaniu Michael Barrios, ale liniowy zasygnalizował spalonego (powtórka była z kiepskiego kąta, ale wydaje się, że chyba jednak faktyczne był minimalny ofsajd). Generalnie rzecz biorąc Dallas grało w 2. połowie nieco bardziej otwartą piłkę aniżeli w pierwszych 45 minutach, angażując większą liczbę zawodników w akcje ofensywne i uzyskując więcej stałych fragmentów gry pod bramką przeciwnika. W 68 min. Argentyńczyk Maximiliano Urruti technicznym uderzeniem sprzed pola karnego zmusił Willisa do sporego wysiłku, a w 80 min. Figueroa strzałem z rzutu wolnego po raz kolejny przetestował bramkarza gospodarzy. W 83 min. drużyna z Dallas objęła prowadzenie - wydawało się, że Wenger i bramkarz Willis mają sytuację pod kontrolą, ale Michael Barrios zdołał wbiec między nich, przejąć piłkę i posłać ją do siatki między nogami golkipera Houston. Chwilę później goście mogli dobić rywala, ale po idealnej centrze Barriosa niepilnowany w polu karnym rezerwowy Cristian Colman główkował niecelnie. Wydawało się, że słabo grające w 2. połowie Dynamo nic już nie wskóra, ale w 88 min. piłkę dostał przed polem karnym rezerwowy Ronaldo Pena, przy biernej postawie obrony Dallas obrócił się z nią i mocnym "szczurem" przy słupku wyrównał, zdobywając tym samym swojego pierwszego gola w MLS. Tym samym Dynamo przerwało passę pięciu porażek, ale remis niewiele im daje – awans do play-offów oddala się coraz bardziej. FC Dallas pozostaje na pozycji lidera Western Conference, ale jeśli Sporting Kansas City pokona u siebie Minnesotę United, to przewaga Dallas stopnieje do jednego punktu.
W drugim meczu rozegranym ostatniej nocy Chicago Fire zremisowało z Columbus Crew 1:1. Gola dla Fire zdobył były legionista Nemanja Nikolić, wykorzystując katastrofalnego babola obrony Crew.



