Oczywiście, że tak. Warunki, w tym takie rzeczy, reguluje się na piśmie.
Wybredność zasadniczo bierze się z tego, o czym pisał ci Cement. Jest to raczej utrwalony konsensus, że bardziej wybredni są przedstawiciele tej płci, która biologicznie więcej inwestuje w potomstwo. U człowieka pewnie dodatkowo dochodzi niezależność emocjonalna, siła charakteru (kobiety statystycznie znacznie częściej zapadają na depresję) itd. To taki paradoks, bo biologicznie kobiety wcale nie są "słabszą płcią". Przykładowo dzięki temu, że mają dwie kopie chromosomu X, są dużo mniej podatne na wiele chorób genetycznych. Nawet niekoniecznie jest to proces w pełni uświadomiony i niekoniecznie zależny od tego, czy dany osobnik faktycznie to potomstwo chce mieć, bo taki wybór jest ewenementem. Człowiek jest bardzo wyjątkowym gatunkiem również z tego powodu, że samice uprawiają seks w czasie, gdy nie mogą zajść w ciążę. Mamy obecnie również możliwość regulowania płodności. Mimo to struktury mózgu człowieka odpowiedzialne za podstawowe procesy życiowe, w tym rozmnażanie, działają bardzo podobnie do mózgów innych gatunków. Pierwsze miasta i duże zorganizowane społeczności zaczęły powstawać zaledwie tysiące lat temu, co w skali ewolucji jest niezwykle krótkim okresem, a co dopiero mówić o czasach od rewolucji przemysłowej do współczesności. Dobór partnerski u człowieka jest oczywiście bardziej skomplikowany i bierze pod uwagę wiele czynników zdroworozsądkowych i to u obydwu płci. Faceci też w różnym stopniu biorą pod uwagę wykształcenie partnerki, czy jej majętność, o której piszesz. Co prawda do małżeństwa posagów już się nie wnosi, ale żyjemy w czasach, gdy konsumpcjonizm stoi na bezprecedensowo wysokim poziomie, kobiety szturmem podbijają rynek pracy, a przeciętna pensja jednego mężczyzny często jest niewystarczająca, by utrzymać w komfortowych warunkach kilkuosobową rodzinę. Nie da się tego rozłożyć na czynniki pierwsze i poddać dokładnej analizie na gruncie badań nauk społecznych, bo zasadniczo ludzie nie wiedzą, dlaczego tworzą pary z tymi, a nie innymi partnerami, więc próbuje się badać poziomy hormonów, skanować mózgi, badać wpływ zapachu partnera itd. Jak poznawałaś swojego małżonka, to nie było tak, że oboje usiedliście z kartką i długopisem, rozpisaliście wszystkie za i przeciw, nadając wagi poszczególnym argumentom (przy czym twoja lista jako bardziej wybrednej była dłuższa), a po zsumowaniu punktów obojgu wam wyszło, że w sumie jesteście dla siebie stworzeni.futbolowa pisze: A mnie to wciąż zdumiewa. Ale może dlatego, że biorę pod uwagę jedynie wygląd, a nie inne kwestie, o których była mowa - jak status ekonomiczny. Chociaż z drugiej strony - jeżeli u kobiet bierze się pod uwagę mniej czynników (raczej faceci nie patrzą na majętność, samochód itd), to czy ta wybredność nie bierze się po prostu z tego, że kobieta musi wziąć więcej kwestii pod uwagę przy wyborze faceta i po prostu ma trudniejszy wybór?
Chyba coś jest w tym, że inni postrzegają nas takimi, jakimi sami siebie postrzegamy, choć oczywiście to daleko idące uogólnienie. Jeśli same uważają się za nieatrakcyjne i wybrakowane, to dlaczego jakiś mężczyzna miałby mieć o nich inne zdanie? One to komunikują samą sobą, przez zachowanie, gesty, ton głosu itd. Próba "poderwania" takiej dziewczyny musi być wyjątkowo frustrującym procesem (Bo co on we mnie widzi? Pewnie chce się tylko zabawić i mnie tylko wykorzystać). Same muszą sobie pomóc poprzez podjecie działań, może skorzystać z pomocy psychoterapeuty. W Polsce nie jest to normą, ale już w Ameryce nikogo to nie dziwi. Trzeba też uświadomić sobie, że właściwie nie ma ludzi, którzy mając taką możliwość zupełnie niczego nie chcieliby w sobie zmienić.
A co zrobiły żeby dojść? Jak jesteś pasywny, to nie znajdziesz partnera. Nawet najatrakcyjniejsza i mająca powodzenie kobieta musi w pewnym momencie się "zaangażować", by nie być samą.
Jak wyżej.
To zależy. Jeśli przyjąć, że strategią reprodukcyjną samca jest to, by jak najszerzej rozprzestrzenić swoje geny, a więc zapłodnić jak najwięcej partnerek, to w sumie może być zadowolony. Poza tym ładna partnerka u boku zawsze robi pewne wrażenie na otoczeniu. Reszta jest kwestią oceny społeczeństwa. Nie warto brać za żonę partnerki, której jedynymi istotnymi atutami są ładna buzia, jędrny biust i zgrabny tyłek, ale jako tymczasowa kochanka może się sprawdzić. Może zostawić po sobie ciekawe wspomnienia na przyszłość.



