No właśnie, mnie też to mocno zdziwiło. Mieszkałam w jednej z lepszych dzielnic miasta - jeszcze wtedy - wojewódzkiego, gdzie raczej ludzie na byt narzekać nie mogli, a nie przypominam sobie dziesięciolatków jarających się konsolami. Takie rzeczy przyszły duuużo później.Tomusmc pisze: Z konsolą to jakaś bzdura wyssana z palca. Może w Bytomiu każdy miał ps i wstyd było nie mieć. Ja konsolę dostałem od kuzyna jakieś 15 lat temu i byłem jedynym posiadaczem tejże zabawki. Nikt przez to nie traktował mnie jak króla ani ja nie patrzyłem na nikogo z góry. Nie było takich wyznaczników jak teraz
Nawet zakładając, że ja miałam wtedy lat dziesięć i mogło mnie to nie dotyczyć, to mój brat miał 15 i dla niego i jego ziomków ten temat też był obcy. Nie wykluczam, że konsolę mogli mieć (teraz coś takiego mi świta) moi baaardzo nadziani kuzyni, mieszkający w wyjebanej willi, mający już wtedy prywatną siłkę i saunę, ale nawet z ich znajomymi spędzaliśmy czas na boisku, nie było siedzenia w domu przed odbiornikiem.
U nas po części też tak było, w sumie piłka liczyła się najbardziej. Ale np. moi dwaj najlepsi ziomkowie z podstawówki byli spokojnymi facetami, którzy średnio piłkę ogarniali, a i tak dobrze się z ludźmi trzymali. Nie wiem, może to specyfika mojej klasy, ale jakiejkolwiek alienacji doświadczyły u nas w podstawówce dwie osoby - dziwak chodzący na palcach, który specjalnie prowokował wszystkich, by dali mu w ryja i dziewczyna, która do nikogo się nie odzywała.
Najgorzej, że to dotyka coraz młodszych. Nasz chrześniak nie założy niemarkowych ubrań, bo "siara". Ale od początku wiedziałam, że z nim będzie coś nie tak - już w przedszkolu z jakimś chłopaszkiem obśmiewał innego, że ma "tylko PS2".DDK pisze: Zgadzam się, dużo przebywałem przez ostatnie 2-3 latach z ludźmi w wieku 18-21 lat. Facebook to wiadomo, że każdy ma, ale snapchat i instagram to obowiązek. Dodatkowo modne koszulki, niektórzy obcisłe spodnie itd. Kwestia mody, gustu, stylu życia czy presji - nie wiem, ja zawsze się ubierałem tak, żeby mi było wygodnie. Dużo razy słyszałem komentarze na ten temat, ale średnio to robiło na mnie wrażenie.
Właśnie to jest ten problem, że pewnie nie robią nic. Siedzą w domu, karmią się swoimi lękami i kompleksami i nie za bardzo wychodzą do świata. Ciężko jest takim osobom doradzać, bo często mają postawę w stylu: "ten książę to mi powinien z nieba spaść i przypadkiem zapukać do mych drzwi".
Nastolatki raczej w ogóle nie kalkulują rozsądnieKluchman pisze: Jak poznawałaś swojego małżonka, to nie było tak, że oboje usiedliście z kartką i długopisem, rozpisaliście wszystkie za i przeciw, nadając wagi poszczególnym argumentom (przy czym twoja lista jako bardziej wybrednej była dłuższa), a po zsumowaniu punktów obojgu wam wyszło, że w sumie jesteście dla siebie stworzeni.


