San Jose Earthquakes - Atlanta United 3:4 (Lima 13' Hoesen 43' Kazaiszwili 58' - Villalba 45+3' Martinez 70'-karny, 90+5' Almiron 73')
Niesamowity mecz w Kalifornii i remontada świetnie spisującej się w tym sezonie Atlanty. Earthquakes stracili już wcześniej szanse na awans do play-offów, a mimo to zagrali z ogromną ambicją. Prowadzenie objęli już w 13 min., kiedy to dośrodkowanie Salinasa wykorzystał Lima i głową posłał piłkę do siatki. Atlanta próbowała odpowadać atakami, ale defensywa Earthquakes spisywała się nieźle. W 27 min. rozgrywający genialny sezon Josef Martinez dostał prtostooadłe podanie, minął wychodzącego z bramki Marcinkowskiego (Andrew Tarbell tym razem zasiadł na ławce), ale za daleko wypuścił sobie piłkę i musiał ją wycofać do Hectora Villalby, którego strzał zablokował na linii Gruzin Guam Kaszia. W 37 min. po centrze Almirona z rzutu rożnego obok bramki gospodarzy główkował Larentowicz. Jeszcze przed przerwą Earthquakes podwyższyli prowadzenie - Danny Hoesen dostał długie podanie, wygrał pojedynek z obrońcą, jego pierwszy strzał obronił jeszcze Brad Guzan, ale techniczna dobitka znalazła drogę do siatki. W doliczonym czasie gry Atlanta uzyskała gola kontaktowrego - po dograniu Gressela Villalba huknął z dystansu niemal w okienko. Po przerwie lepiej wyglądali goście i wydawało się, że to oni pokuszą się o wyrównanie. Wbrew przebiegowi gry gola zdobyli Earthquakes - były legionista Kazaiszwili w indywidualnej akcji minął trzech obrońców i nie dał szans Guzanowi. Kluczowa dla losów meczu była sytuacja, w której arbiter skorzystał z VAR. W sytuacji sam na sam z Guzanem wprowadzony na boisko Chris Wondolowski (ikona Earthquakes) trafił do siatki, ale arbiter dopatrzył się spalonego (jeśli był, to centymetrowy). Tymczasem na drugim końcu boiska United wywalczyli jedenastkę, którą zamienił na gola lekkim strzałem po ziemi Josef Martinez. Tak więc zamiast 4:1 zrobiło się 3:2 i Atlanta wróciła do gry. Kilka minut później wyrównał Almiron i zwycięstwo gości po powrocie z niemal beznadziejnej sytuacji stawało się coraz bardziej realne. W 78 min. Almiron mógł trafić po raz kolejny, ale uderzył obok bramki. W końcówce obie drużyny szukały zwycięskiego gola. W ostatniej minucie podstawowego czasu gry piłka odbiła się od ręki jednego z piłkarzy Atlanty, ale arbiter (raczej słusznie) nie podyktował jedenastki. W piątej minucie doliczonego czasu gry po dośrodkowaniu Almirona Josef Martinez uderzeniem głową zapewnił trzy punkty gościom, którzy wygrali w nieprawdopodobnych okolicznościach. Podopieczni Gerardo Martino są niewątpliwie jednymi z kandydatów do wygrania MLS w tym sezonie.



