FC Toruń - Rekord Bielsko-Biała 2:1
W Toruniu doszło dziś do sporej niespodzianki, miejscowy zespół pokonał mistrzów Polski po dramatycznym meczu. Początek należał do Torunian, którzy w pierwszych minutach stworzyli sobie liczne sytuacje - Bartłomiej Nawrat bronił groźne strzały kolejno Mikołajewicza, Kriezela i Mrówczyńskiego. Chwilę później piłka wylądowała w końcu w bielskiej bramce, ale sędzia nie uznał gola z powodu zagrania ręką gracza gospodarzy. W 6 min. Toruń objął już prowadzenie - gola zdobył Remigiusz Spychalski. Rekord próbował odpowiedzieć, ale Torunianie grali bardzo uważnie w obronie i stosunkowo rzadko dopuszczali Bielszczan do sytuacji strzeleckich. Na początku 2. połowy Rekord mógł wyrównać, Michał Marek nie wykorzystał dwóch świetnych sytuacji. Niespodziewanie Toruń podwyższył prowadzenie - Tomasz Kriezel przedarł się w indywidualnej akcji lewą flanką i strzałem między nogami Nawrata zdobył gola. Rekord odpowiedział trafieniem Popławskiego, który świetnym zwodem ograł Elsnera i zmieścił piłkę przy bliższym słupku. Od tego momentu dominował Rekord, który do końca meczu prawie nie schodził z połowy rywala. Gospodarze szybko wyłapali pięć fauli, i po zagraniu ręką sędzia podyktował przedłużonego karnego dla Rekordu, który obronił jednak Nicolae Neagu. Bielszczanie nie wykorzystywali kolejnych sytuacji, bodaj najlepszą zmarnował Kamil Surmiak, uderzając z bliska obok bramki. Toruń mógł zdobyć trzeciego gola po kontrze, ale świetnie interweniował Nawrat. W końcówce Rekord grał z lotnym bramkarzem, ale gospodarze dobrze ustawiali się w obronie, nie zostawiając miejsca do oddawania strzałów, i dowieźli prowadzenie do końcowej syreny.



