Najpierw o Mourinho. Można mu podziękować za LE i wicemistrzostwo oraz to, że przyciągnął na OT kilka niezłych nazwisk, za całą resztę należy mu się mocny kop w dupę. Skłócony z piłkarzami, zostawia zespół w rozsypce, bez żadnego stylu, z nędznym dorobkiem punktowym i bez większych perspektyw na obecny sezon, który miał być kluczowy. Niby było wiadomo, że ta historia tak się skończy niemal od samego początku ale łudziłem się, że Portugalczyk wyciągnął jakieś wnioski ze swoich poprzednich przygód i MU będzie dla niego pewną trampoliną żeby znów wrócić do trenerskiej czołówki. Nic z tych rzeczy. Jose potwierdził, że współczesna piłka nożna mu uciekła dalej niż mogło się wydawać, a on sam, zarówno jako człowiek, jak i trener, starzeje się bardzo brzydko.
Powiedzmy to sobie szczerze, MU stworzyło mu cieplarniane warunki, wręcz nielimitowany budżet transferowy, pożądane nazwiska i wolna ręka do budowy autorskiej drużyny. Do tego liga, którą doskonale zna. Próba zasłaniania swojej porażki jękami, że nie dostał w ostatnim okienku wymarzonego stopera, kiedy wcześniej wywalił kilkaset baniek na ludzi, z których nie potrafił sobie zbudować drużyny są śmieszne. Jose mógł sobie płakać, że nie dostał Toby'ego czy Godina latem ale Pogba, Mchitarjan, Fred, Alexis czy Bailly, z którymi finalnie nie potrafił się dogadać to przecież zawodnicy, których sam wytypował na swoich listach wzmocnień, które przekazywał zarządowi.
MU to była dla Portugalczyka szansa na udowodnienie, że wciąż jest trenerską czołówką i ma ten pierwiastek Midasa. Tę szansę Mourinho zaprzepaścił. LE i wicemistrzostwo w 2.5 roku, to nie są wyniki jakie rzucają na kolana. Za to fatalny styl i smród jaki zostawia po swoim odejściu już się zgadzają. Jak do tego dodamy kompromitujące występy choćby z Sevillą rok temu i napiętą atmosferę wokół MU od wielu miesięcy, to dostajemy obrazek kibiców MU otwierających szampany po jego odejściu. Spodziewam się sporo jadu ze strony Portugalczyka w przyszłości w kierunku United. Można płakać, że piłkarze źli, że dyrektor zły. To żaden sekret, że United jest obecnie źle zarządzane, Woodward nie ogarnia a w kadrze mamy bandę rozkapryszonych gwiazdeczek. Tyle, że United nie jest tu jakimś ewenementem, takie mamy czasy a bezpośrednio za wynik odpowiada jednak głównie trener. Mourinho ani nie potrafił zapanować nad grupą, którą sam wyselekcjonował, ani nie potrafił uwolnić potencjału swoich graczy, ani nie potrafił wziąć odpowiedzialności za wynik, ani zachować się z odpowiednim szacunkiem w stosunku do klubu, który trenował. Dlatego nikt tu za nim nie będzie tęsknił.
Może teraz Florentino znowu go przytuli albo wobec wakatów trafi się inny lukratywny stołek ale IMO Mourinho się w jakimś sensie skończył. On jeszcze będzie robił przyzwoite wyniki w innych zespołach, wciąż potrafi nauczyć swoje zespoły regularności, może wygra po drodze jakieś mistrzostwo ale czar prysł i ekipa celująca w zdominowanie Europy, kilka razy się powinna zastanowić zanim postawi na Jose. Aktualnie już nawet te 3-letnie cykle nie robią wrażenia, bo nie idą za nimi spektakularne wyniki, jakich gwarantem Mourinho był w przeszłości. Według mnie koleś powinien zrobić krok w tył w swojej karierze i popracować w jakiejś nieco słabszej ekipie gdzie jego magia może znów zadziałać na mniej znanych piłkarzy, co przełoży się na świetny wynik. W skrócie, jak Mou chce ponownie zaistnieć a nie rozmieniać się na drobne, potrzebuje nowego Porto.
Co do Solskjaera to nie rozumiem dyskusji. To opcja win-win dla obu stron o ile Norweg nie spuści MU z ligi. Ole ma wolne do końca marca, United potrzebuje kogoś kto dogra sezon i oczyści atmosferę. Na zbrojenia i kolejny już w ostatnich latach remont, przyjdzie czas latem. Powiedzmy sobie szczerze, ten sezon po dokonaniach Mourinho, jest już spisany na straty. To zresztą było niemal pewne już latem. Zarówno miejsce w top4 jak i cokolwiek ugrane w LM będzie traktowane jako miła niespodzianka. Wiadomym było, że klub postawi na opcję tymczasową chyba, że chcieli powielić manewr Realu z Zidanem. Tak czy siak, United jest na rozdrożu więc branie w tym momencie kolejnego kota w worku typu Eddie Howe, nie miało żadnego sensu. Postawiono na tradycję, dano szansę legendzie klubu, która nawet jeśli się nie sprawdzi, nie straci nic ze swojego statusu na OT, bo przychodzi w charakterze ratownika i trenera tymczasowego. Jeśli dodamy do tego, że wspierać Ole będą Carrick i Phelan, to wiemy, że na ławce będą siedzieli ludzie, którzy mają MU w sercu i zrobią wszystko dla tego klubu. Może polegną ale wszyscy wiemy, że zrobią wszystko co w ich mocy aby przywrócić United blask. Sama radość jaka emanuje od Solskjaera, który zachowuje się niczym dziecko otrzymujące wymarzony prezent, daje jakiegoś pozytywnego kopa. Być może za 4 miesiące będziemy go kurwić i pisać, że to nie jest w ogóle materiał na trenera ale w tym momencie to naprawdę schodzi na dalszy plan.
Dla samego Ole to też niepowtarzalna szansa. Kto wie, być może pierwsza i ostatnia w życiu żeby poprowadzić klub takiego kalibru. Raczej nikogo nie zdziwi jak Norweg poniesie klęskę ale wszyscy sympatycy United mocno trzymają za niego kciuki, bo widać, że koleś jest w miejscu, w którym marzył żeby być. I stąd radość oraz przychylność kibiców. Na Norwegu nie ciąży żadna wielka presja, raczej nikt nie wierzy, że teraz wygramy LM albo nagle zaczniemy szturm na czołówkę tabeli. Wiem za to, że znowu wróciła jakaś nieprzewidywalność i napięcie w oczekiwaniu na kolejny mecz MU, czyli coś czego od wielu miesięcy nie czułem. Po miesiącach duszenia się w dymie, wokół OT jest wreszcie uczucie jakby ktoś otworzył okno. Co to przyniesie albo zmieni, nikt nie wie ale już sam fakt, że choć przez chwilę można pooddychać czymkolwiek innym niż tym syfem z ostatnich miesięcy, jest powodem do radości.



