Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Morrow » 23 gru 2018, 0:19

Manchester United spuszczony ze smyczy. Wreszcie, chciałoby się powiedzieć.

Oczywiście nagle nie staliśmy się murowanym kandydatem do top4 i wygrania LM. Solskjaer spędził z drużyną raptem dwa dni przed dzisiejszym meczem więc to na ten moment jedynie efekt nowej miotły i zluzowania pośladów po tym co serwował Jose. Jak dodamy do tego, że mecz nam się ułożył idealnie, bo bramką już w 3. minucie a po drugiej stronie biegało Cardiff, które za pół roku pewnie będzie się szykowało do powrotu do Championship, to nie ma co wariować. Piszę to dla sympatyków innych drużyn, którzy zaraz zaczną nam wmawiać, że wpadliśmy w hurraoptymizm i uważamy, że po tym meczu United stało się jedną z głównych potęg Europy.

Odsuwając na bok okoliczności, dzisiaj same pozytywy. Znamienne, że zespół po raz pierwszy od bardzo dawna, sprawiał wrażenie jakby się tą grą autentycznie cieszył. Na boisku oprócz zaangażowania widać było więcej luzu w zagraniach a gracze po nieudanych dryblingach i stratach piłki, nie sprawiali wrażenia jakby bali się podjąć kolejną próbę, bo mogłoby się to skończyć karą wymierzenia kilku batów. United dzisiaj znowu było pewne siebie, energiczne i trochę bezczelne, takie jak miało w zwyczaju jeszcze kilka lat temu. Wreszcie nie musiałem czuć tego ukłucia zazdrości w stosunku do Liverpoolu Kloppa, który podobnymi występami raczy swoich fanów regularnie. Może to tylko próba pokazania się przed nowym menadżerem, może jednorazowa chęć udowodnienia czegoś Mourinho. Pożyjemy, zobaczymy ale chcę więcej.

Z rzeczy, które mi się spodobały, to reakcja na gola Cardiff. Było 2:1 i przyzwyczajony ostatnimi miesiącami, byłem gotowy na panikę, próbę przetrwania z tym wynikiem i De Geę, który szykował się na kolejny ciężki wieczór. Drużyna zareagowała za to agresywnie, koronkową akcją na 3:1, którą praktycznie zabiła mecz. Czegoś takiego mi brakowało. Brak kunktatorstwa, parcie do wygrania jak najwyżej do samego końca i ciągły uśmiech Ole, to kolejne elementy, które mi się podobały.

Kolejny aspekt to wypowiedzi Norwega. Widziałem, że wcześniej red dyskutował z ozobem na ten temat i przychylam się do zdania kolegi po szalu. Solskjaer praktycznie w każdym wywiadzie stara się komplementować swoich graczy i podkreślać jak dobrą ma paczkę. Może przesadza i nasza paczka gwiazdeczek zaraz da mu do wiwatu ale po miesiącach chowania się zza podwójną gardą z każdą sensowną ekipą i żebrania o 0:0 oraz prania brudów na konferencjach, słuchania wciąż jak beznadziejną mamy kadrę w stosunku do bezpośrednich rywali i jakim gównem są piłkarze United na wielu płaszczyznach, jestem w stanie zrozumieć podejście Ole.

Przez ostatnie miesiące Mourinho konsekwentnie przyzwyczajał nas zarówno taktyką jak i swoimi wypowiedziami do tego, że z każdą sensowniejszą ekipą możemy tylko murować i liczyć na kontry, bo tak słaby ma zespół. Brakowało tylko wypowiedzi, że cudem będzie miejsce w top8 a awans z grupy LM z tymi piłkarzami, to jego największy sukces w karierze. Po tak długim okresie siania defetyzmu, Norweg ze swoim uśmiechem i paczką, będzie próbował przekonać wszystkich, że United może dominować i grać tą kadrą fajną piłkę. Ole próbuje odwrócić wskazówkę o 180 stopni, zobaczymy jakie to da efekty, na ich ocenę przyjdzie jeszcze trochę poczekać.

Naturalnie nie ma co tutaj jakoś szczególnie gloryfikować tego zwycięstwa albo umiejętności Norwega. Na prawdziwe testy przyjdzie dopiero czas, pierwszy 13.01 z Totkami na WHL a w lutym przekonamy się na ile Ole będzie potrafił przeciwstawić się Tuchelowi i jego PSG. Do tego czasu chciałbym widzieć więcej tego co dzisiaj oraz regularnego punktowania. Początek w każdym razie obiecujący i byle uśmiech z twarzy Ole nie schodził jak najdłużej.

Wróć do „Anglia”