Gdyby... gdyby Mane uderzył piłke kilka milimetrow w prawo albo Stones wybijajac z lini nabil Salaha, to mecz mogłby sie potoczyc zupełnie inaczej. Gdybac to sobie zawsze mozemy.
Jeszcze to. tez mi sie podoba.
Od tego on jest. W City fernandinho rozegrał kosmiczne zawody i gdyby nie jego ''wszedobylskosc'' to Liverpool stworzyłby z 3-4 grozne sytuacje wiecej. Takie rozwazania kompletnie sa pozbawione sensu
Tak chodzi o gola na 2:1 ale nie o to podanie, a podanie wczesniej, juz nie pamietam kogo, do Sterlinga. Raheem był na granicy spalonego, a dokładnie na lini z Lovrenem, który został pół metra za reszta, ustawioną idealnie w lini defensorów Liverpoolu. gdyby nie Lovren to cała akcja zostałaby skasowana w zarodku. Zresztą, jak pisałem, przeanalizuj sobie wszstkie gorozne sytuacje City (chyba jedynie z wyjątkiem tego nieudolnego strzału Silvy z piątego metra), to dojdziesz do wniosku, ze za wszystkim stły wieksze bądx mniejsze błedy Chorwata.
To sa jakies semantyczne detale ale podtrzymuje to co pisałem. Klopp chciał wygrac ale remis go w pełni zadowalał. A dowodem na to jest fakt pozostawienia Mane i Salaha bardzo wysoko z nakazem grania pomiedzy bocznymi obroncami a stoperami City, co w załozeniu miało zaciesniac linie obronną Manchesteru i tworzyc miejsce dla Robertsona i Arnolda na bokach. Druga połowa ez to niezle pokazuje, gdy Liverpool po strzelonej bramce nie cofnał sie na własną połowe tylko dalej grał tak samo wysoko spychajac Obywateli do gł,ebokiej defensywy, co zresztą było bezposrednią przyczyna porazki bo ułatwiło wam granie z kontrataku bo którym padł zwycieski gol.
Wiec nie, Klopp nie grał tak ay za wszelką cene nie przegrac. Grał z mysla o wywalczeniu minimum remisu ale zostawiając sobie furtki do zdobywani bramek.



