W psychologii ma to jakąś fachową nazwę - że kojarzymy, co robiliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że coś wielkiego się wydarzyło. I tak np. wiem, że o katastrofie smoleńskiej dowiedziałam się podczas oglądania DD TVN, siedząc na kanapie i czekając aż mama wróci ze sklepu. Albo że 11 września 2001 był we wtorek - i był to dzień, w którym kończyłam lekcje o 14:45, o 17 odpaliłam teleexpres i zobaczyłam ataki. Albo że w dniu śmierci Arka Gołasia poszłam na wagary, dostałam SMSa od naszego Fieldasa i poszłam do pracy rodziców, gdzie zastałam roztrzęsioną mamę, bo akurat Gołasiowi ich firma sporo zawdzięczała. Itd. itd.
Marcin kupił mi Wormsy, odpaliłam je na konsoli (choć dla mnie, tak jak dla Piotrka, to zawsze była gra na PC), zaznaczyłam na fejsie, w co gram (zazwyczaj daję znać, co oglądam, w co gram i co przeczytałam), gra zaczęła się uruchamiać, a ja na Twitterze zostałam oznaczona pod postem dotyczącym śmierci Rekona. Z wiadomych przyczyn nie byłam w stanie nawet rozpocząć gry. Od tamtej pory w ogóle ich nie odpalałam.


