Generalnie nie jestem typem człowieka, który rozczula się nad sobą, ale ostatnio faktycznie poczułem, że trochę wszystko zwaliło mi się na głowę w jednym momencie. Najpierw poszukiwanie pracy, potem mam nadzieję mieszkania, a jeszcze wcześniej ludzie, którzy zlecili mi napisanie pewnego projektu nie wywiązali się generalnie z tego, o co ich prosiłem od kilku miesięcy, co i tak sprawia, że muszę go poprawić w przeciągu tygodnia, chociaż dzisiaj na przykład wróciłem z tych całych rozmów jakąś godzinę temu. Poza tym znajomą, z która się spotykałem, u której w ogóle miałem nocować podczas tego wyjazdu do Wawy z dnia na dzień stwierdziła, że nie będzie mi zawracać już dupy, mimo że dzień wcześniej ściskała mnie, całowała i generalnie wszystko było między nami w porządku. Lekki mindfuck i finalnie spędzam te kilka warszawskich dni na podłodze u znajomego
Spoko, już zacząłem się uczyć. Nawet czytam do poduchy. Inna sprawa, że przez okres studiów byłem raczej gościem, który uczył się dość rzetelnie i z większym wyprzedzeniem, co sprawiało, że duże zbiorowisko studentów skupiało się wokół mnie podczas egzaminów. Efekt jest taki, że dzisiaj duża część kodeksów, szczególnie kpc czy ksh, to raczej odświeżenie tematu. No, ale wiadomo. Uczyć się trzeba.maciek_88 pisze: Do września kawał czasu, więc spokojnie to ogarniesz. Ustawy, testy (arslege oraz egzaminy z zeszłych lat) i książka "Aplikacja od szczegółu do ogółu" (dobra pozycja na mniejsze ustawy). Ten zestaw Ci wystarczy.
Kwestia do dyskusji, czy pchać się w aplikację, czy też nie podchodzić do egzaminu zawodowego po 4 latach praktyki. Tu już musisz ocenić sam.
Co do aplikacji, to wciąż się waham. Stwierdziłem, że podejdę, bo jednak może to być w przyszłości jakaś karta przetargowa. W Lublinie bez apki oferowali mi w kancach 800 złotych + umowę zlecenie



