Wreszcie za którymś tam podejściem (nie pamietam dokładnie a trochę ich było) po raz drugi pokonałem ojca Sowę (tym razem we wspomnieniu w Hiracie).
Dawno żaden boss nie napsuł mi tyle krwi co on. Najtrudniejsza walka była jednak nie tyle z samym Sowa co z kamera i tymi cholernymi filarami na arenie. Nie zliczę ile razy wziął mnie na hita i zabrał cały pasek zdrowia bo zablokowałem się na tym cholerstwie, ale na szczęście to już za mną. Teraz ruszam na boskiego smoka w zrodlanym pałacu.



