O szczęście niepojęte! Ten sezon skończył się!
Nawet nie mieli jaj, żeby się godnie pożegnać przed własną publicznością i po raz kolejny się skompromitowali grą bez zaangażowania i na alibi. Pożegnanie gwizdami ze strony widowni było więcej niż zasłużone.
Może poza Keylorem, który zagrał dobrze i po meczu wyraźnie wyglądał, jakby faktycznie się żegnał. Szkoda, że tak wyszło. Zawsze miał w Realu pod górkę. Najpierw był rezerwowym pomimo żenującej gry Casillasa. Później chciano go wymienić na De Geę i regularnie kwestionowano. W końcu wygryzł go z bramki Courtois, który wcale nie jest od niego lepszy. Swoje zrobił, zawsze go lubiłem i już zawsze będzie tym bramkarzem, który wygrał Ligę Mistrzów trzy razy z rzędu.
Nie ma co się uzewnętrzniać. Cieszę się, że przez najbliższe miesiące nie będę oglądać tych piłkarzy.
Czekam, co zarząd i Zidane mają do zaproponowania w kwestii przebudowy zespołu. Zaczyna się przebudowa stadionu, udało się podpisać nową rekordową umowę z Adidasem. Teraz pora zadbać o przebudowę drużyny. Do dzieła. Oby bez nadmiernych kompromisów i sentymentów. Wierzę, że pierwsze działania zostały już podjęte.
Niech nowi gracze wejdą cali na biało, przywrócą wiarę i pozwolą w końcu cieszyć się grą Realu.



