Akurat tutaj obie strony mają niezły mechanizm wyparcia.
Fani Messiego: Aguero, Higuain, Di Maria leszcze, no nie dało nic więcej z tego zrobić
Fani Ronaldo: Cristiano lider, wygrali dzięki niemu ME
A tak naprawdę piłkarz formatu Messiego miał obowiązek wygrać chociaż jeden z tych finałów, bo to były bardzo wyrównane mecze, gdzie taki zawodnik powinien chociaż raz zadecydować. Już pal licho MŚ, ale w Copa America, Argentyna odpadała z gorszymi na papierze zespołami.
Z drugiej strony - Portugalia odkąd Ronaldo był liderem kadry to był wręcz symbol ograniczonej reprezentacji, która przegrywała z lepszym przeciwnikiem: Euro 2008 i mecz z Niemcami, MŚ 2010 i mecz z Hiszpanią, ME 2012 i porażka po karnych, MŚ 2014 i nawet brak wyjścia z grupy (tu Ronaldo był kontuzjowany). Na Pucharze Konfederacji zbłaźnili się w karnych w meczu z Chile - tak, tym samym Chile, z którym przegrywał Messi, rok później przegrali z Urugwajem, gdzie Ronaldo nie zrobił nic. W tych wszystkich meczach Ronaldo nawet nie zanotował jednej asysty, Portugalia przegrała kilka razy po karnych.
Jest jeden wyjątek - raz Portugalia z Ronaldo jako liderem faktycznie ograła topowy zespół w formie na wielkiej imprezie (była jeszcze Holandia na ME 2012, ale oni tam się zbłaźnili). Francja w finale Euro 2016, gdzie Ronaldo nie zagrał, na turnieju, gdzie Ronaldo przez większość czasu był słaby. Ew. Liga Narodów, czyli nie w pełni poważny turniej, gdzie Ronaldo zagrał jeden wybitny mecz, ze Szwajcarią, ale liderem Portugalii w całej LN był Bernardo Silva.
Ogólnie tutaj fani Messiego są w defensywie, więc pewnie wpadnie moody i znowu walnie jakiegoś tasiemca - no bo można łatwo dorobić ideologię, że Cristiano lider, i tak dalej, i gdyby nie biegał przy końcowej linii to by przegrali finał Euro.
A prawda jest taka, że po prostu zmieniła się piłka.
Kiedyś? Raz, że łatwiej indywidualnie było dominować na tym poziomie. Dwa - MŚ biła wszystkie imprezy piłkarskie na głowę, piłka klubowa pod względem komercji nawet nie miała podjazdu. Nie ma porównania do obecnych czasów, gdzie najwięcej pieniędzy jest w klubowej piłce. Do tego sezony ligowe były krótsze, mniej meczów. Van Basten, Maradona, Platini, Cruyff, Muller, Charlton, Beckenbauer, Puskas, Eusebio, Pele, Garrincha - każdy z nich miał jakieś ME lub MŚ, gdzie po prostu zniszczył konkurencję. No jakby wymienić 15 największych nazwisk piłki do 1990 roku, to może tylko Di Stefano i jeszcze jakiś wyjątek nie miało międzynarodowego turnieju, gdzie byłoby wielką gwiazdą. Kiedyś czytałem jakąś książkę o Eusebio - on był wielką gwiazdą klubowej piłki, trzy razy finał Pucharu Europy, mnóstwo bramek, ale żeby stać się gwiazdą sportu musiał błysnąć na MŚ. No i błysnął, te MŚ 1966 to zdaniem niektórych najlepszy występ jednego zawodnika w historii Mundialu. To samo z Cruyffem, który zagrał wybitne MŚ 1974. I tak dalej. Do historii przechodziło się w meczach reprezentacji, jedne MŚ Maradony zapisały się bardziej w historii piłki, albo co najmniej tak samo, jak trzy z rzędu LM u Ronaldo. No a pod względem poziomu trudności, wygrać te trzy LM z rzędu >>> wygrać MŚ na turnieju gdzie rozgrywa się 7 meczów.
Teraz? Trudniej indywidualnie zdominować taką imprezę. Wiadomo, udało się Zidane'owi na ME 2000 i MŚ 2006, albo Ronaldo kilka razy na Copa America i MŚ, ale jak popatrzymy na dwa największe nazwiska ostatniej dekady: Ronaldo i Messi, to żaden z nich do takiego poziomu na międzynarodowej imprezie kadrowej się nawet nie zbliżył. Messi zagrał zajebiście w fazie grupowej MŚ 2014, potem najlepszy był zdecydowanie Mascherano. Ronaldo zagrał zajebiście z Hiszpanią i potem strzelił z Maroko bramkę na ostatnim MŚ, ale potem nie istniał z Iranem i Urugwajem. Najlepsze ME Cristiano to chyba ME 2012, a w półfinale z Hiszpanią i tak nie zrobił różnicy. Ronaldo z Platinim jest najlepszym strzelcem w historii Euro, tylko Platini potrzebował do tego pięciu meczów, a Ronaldo - czterech turniejów.
Strasznie mnie bawią obie strony czytając takie dyskusje.



