Może trudno będzie w to uwierzyć, ale dominacja Barcy była jeszcze większa niż w meczu z Osasuną. Bez przerwy ataki. Malaga nie grała. Istniał tylko Arnau, który mimo porażki był zawodnikiem meczu i już w tym momencie jest moim pewniakiem do '11' kolejki. Eto'o miał przynajmniej z 5 okazji na strzelenie gola. Ronaldinho z 3 może. Mark van Bommel też coś próbował. Arnau bronił jak w transie. Dopiero faul na Ronaldinho i w konsekwencji rzut karny dał nam bramkę. Miło, że w taki sposób Ronaldinho przypieczętował jubileusz. Dziwne, że ponownie (z Bonano też tak było) były bramkarz Barcy rozgrywa przeciwko nam mecz życia. Pod koniec meczu Larsson zmienił Eto'o i zdążył nawet dołożyć drugiego gola. Jakiegoś urazu doznał Marquez i nie wyszedł na drugą połowę. Miejmy nadzieję, że to nic groźnego.
Może dopiszę coś jeszcze jak emocje opadną


