Ich strata, impreza trwa dalej.
Nie oglądałem regulaminowego czasu Australia - Hiszpania, ale w 1. dogrywce Kangury miały swoje szanse, skończyło się wyjściem na prowadzenie dzięki osobistym, utraconym po rzutach rywali. Druga to już dominacja Iberyjczyków, wszystko za 3 im wpadało i trzeba tylko było to utrzymać. Argentyna - Francja też nie widziałem. Luis Scola poszalał na starość, 28 punktów i 13 zbiórek w takim meczu, przeciwko takiemu rywalowi. Fajnie, że czarny koń przecisnął się do finału, tylko jakie mają argumenty, których zabrakło Australijczykom?



