LEGIA.COM.PL pisze: W trakcie wczorajszego meczu trwał protest kibiców przeciwko działaniom zarządu Legii. Tym razem pod Torwarem zgromadziło się znacznie mniej osób (według różnych szacunków od 800 do 1000), niż na trybunach stadionu Legii. Nie powiodła się też inicjatywa opuszczenia trybun w trakcie meczu. Po raz pierwszy od chwili rozpoczęcia protestu głośniejszy był doping z trybun, a głosy spod Torwaru było słychać tylko okazjonalnie.
Nie wiadomo, czy to właśnie ta 'porażka' doprowadziła do sytuacji, która miała miejsce po ostatnim gwizdku sędziego. Sytuacji skandalicznej, absolutnie niedopuszczalnej, odbierającej jakąkolwiek legitymację moralną ogółowi protestujących. Sytuacji, w której osoby mieniące się kibicami Legii biły innych kibiców naszego klubu, opluwały ich, kradły im szaliki.
Nieprzyjemnie było już przed rozpoczęciem meczu, kiedy to osoby zmierzające w kierunku trybuny krytej były lżone. Po zakończeniu spotkania ekipa z Łazienkowskiej miała wyraźną ochotę bezpośrednio wyłożyć "łamistrajkom" ich błędy i wypaczenia, ale porządku starali się pilnować przedstawiciele Stowarzyszenia, więc kibice wychodzący od strony kas byli w większości 'tylko' obrażani. Przy wyjściu od strony kortów tenisowych i na ulicach w okolicy stadionu nie było już tak 'dobrze'. Kradziono szaliki, szarpano się z ludźmi, atakowano ich - tak werbalnie jak i czynnie - za to, że byli na meczu ukochanej drużyny. Nie było istotne, czy ktoś się z protestem zgadza czy nie, liczyło się tylko prymitywne, plemienne "Kto nie z nami, ten wróg".
- To, że się kupiło karnet i chce się go wykorzystać nie znaczy, że się jest w pełni za tym co robi Zygo - mówiła po meczu jedna z rozgoryczonych ofiar. - Kocham ten klub, chodzę na stadion od wiosny 1994 roku. Mój chrzestny chodzi na Legię prawie 40 lat. Nie przepuściliśmy żadnego meczu... Ale jak ma to zagrażać naszemu zdrowiu i życiu to... ja pierdolę - mówił na gorąco jeden z poszkodowanych fanów.
Nikt oczywiście nie ma prawa twierdzić, że wszyscy protestujący to bandyci. Ale dopóki nie będą oni w stanie kontrolować bandy gówniarzy - złodziei, z Legią nie mających nic wspólnego, to każdy normalnie myślący człowiek dwa razy zastanowi się, zanim poprze protest.
W tej sytuacji całe meritum protestu, wszystkie mniej lub bardziej słuszne zarzuty wysuwane przez Stowarzyszenie względem władz Legii, schodzą siłą rzeczy na drugi plan. Tak od Legii, jak i od policji i SKLW należy bezwzględnie żądać eliminacji bandytów atakujących kibiców Legii. Nie wyobrażam sobie, aby bez spełnienia tego warunku mógł być prowadzony jakikolwiek dialog pomiędzy zwaśnionymi stronami.



