Ja chciałem pogratulować sędziemu bocznemu, który miał jaja i odgwizdał spalonego bez czekania na sygnał z VAR. Co prawda zawodnik Toro spalił ze cztery metry ale sytuacja była dynamiczna.
Co do skuteczności. Gdyby Berna wykorzystał swoje setki to Lecce wyjechałoby z trójką i wszyscy byliby zadowoleni.
Gdyby wykorzystać setki z Genoą to powietrze uleciałoby z nich gdzieś koło 60 minuty. Gdyby nie podać im ręki w postaci kuriozalnego gola to może nawet wcześniej.
Wczoraj tych setek nie było tak dużo, ale mecze z Torino takie są, wyjaśnił to (L)oczkerson już.
Oczywiście to przerysowałem, ale prawda jest taka, że przez brak skuteczności sami nakręcamy rywali. Udało się bronić przez 10 minut? Bronimy następne 10. Dybala w sam na sam trafia w bramkarza? Dawać Panowie, jeszcze 10 minut. Takie mecze trzeba zabijać szybko, ucinać dyskusję i klepać sobie piłeczkę w drugiej połowie, niech trener rywali zacznie już rozpracowywać następnego rywala.
Nie wiem z czego to się bierze, pierwsza z brzegu odpowiedź to forma fizyczna i jakieś mocniejsze treningi w ostatnich tygodniach, ale to jest zawsze dobra wymówka do słabszej gry. Fakt jest taki, że indywidualnie każdy napastnik (może poza Igłą) nie trafia w bramkę.
I tak robi się nerwówka, bo atak pozycyjny leży i kwiczy i naprawdę wystarczy postawić autobus żeby był problem. Rywale nie są głupi. Śmiem twierdzić, że gdyby mecz z Interem był przed nami, to Conte też by postawił zasieki, a nie poszedł z nami na noże.
Tu jest dużo do poprawy jeszcze od czasów Allegriego i najmocniej liczę tu na Ramseya. Sarri ma u mnie dużo zaufania, ale też nie jest tak, że podoba mi się to co widzę.


