Generalnie ceny usług postpaid rosną i tu nie ma co dyskutować. Owszem, zawartość abonamentów też, ale generalnie robi się coraz drożej i to jest w głównej mierze zauważalne, a nie to, że jest 5 czy 10 GB więcej. Dziś, co paradoksalne (bo zazwyczaj tak nie było), coraz bardziej opłaca się dorzucić terminal w umowie, bo w tych dopłatach urządzenia często wychodzą taniej w skali dwóch lat niż za gotówkę (przykład to Samsung A50 podczas black week, który wychodził w dwóch latach za 960 zł, co daje naprawdę świetną cenę za ten model). Oczywiście nie z każdym telefonem tak jest, bo nieraz te wychodzą znacznie drożej niż za gotówkę, ale w średniej półce i przy niektórych flagowcach - można naprawdę nieźle trafić. No i kupując telefon w ten sposób, a nie np. w komisie, unikniemy sytuacji, w której operator blokuje IMEI, bo pierwotny kupiec nie płaci rachunków (a tak się dzieje w telefonach sprzedawanych na raty przez Plusa i T-M).
Tak jak wyżej piszecie - alternatywą (cenową) są sieci wirtualne, ale i tu nie jest tak w 100% różowo (na zasadzie "coś za coś") - sieci wirtualne zawsze mają niższy priorytet na nadajnikach, o ile w dużych miastach, gdzie zasięg jest świetny, bo jest dużo BTS-ów, tego się aż tak nie odczuje, ale przy obciążonej sieci da się zauważyć, że abonent głównej sieci będzie miał lepszą jakość usługi niż ten z MNVO (czytałem trochę, jak to wygląda u abonentów Orange i jednocześnie użytkowników Nju - na karcie Pomarańczowych potrafi to wyglądać inaczej). Dodajmy również brak stacjonarnej obsługi, który może być uciążliwy, gdy np. zgubimy kartę lub ją uszkodzimy - spróbujcie pochodzić po salonach Orange i poprosić o duplikat do Nju - w większości odeślą was na infolinię, co wydłuży obsługę i odetnie od numeru na kilka dni. Cena to zrekompensuje, ale jeśli ktoś nie może sobie pozwolić na dłuższą przerwę w świadczeniu usług - to takie Nju czy inne Vikingi nie będą najlepszym rozwiązaniem.



